Informacje o Rachunek sumienia z ojcem Jordanem - Śliwiński Pio - 9552209596 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2020-09-04 - cena 12,90 zł
Daj się Bogu pokochać Pokuta kojarzy nam się z dużym poświęceniem, wyrzeczeniami, a nawet z czymś strasznym i nieludzkim. Często nosimy w sobie obraz pokutujących ludzi, którzy są skoncentrowani na sobie i swoim cierpieniu, samotni, poranieni i smutni. Ojciec Jordan Śliwiński na przekór naszym... Rok wydania: 2019 Oprawa: broszurowa 24 godziny + czas dostawy Nasza cena: Cena rynkowa: zł Odkryj siłę dojrzałego rachunku sumienia Czujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać? Męczy cię powtarzanie formuł, które wydają ci się nieadekwatne do twojej sytuacji i twojego wieku? Uważasz, że sakrament... Rok wydania: 2018 Oprawa: broszurowa 24 godziny + czas dostawy Nasza cena: Cena rynkowa: zł
Spis zagadnieńCzy potrzebuję spowiedzi, skoro wielu ludzi się nie spowiada?Dlaczego wyznajemy nasze grzechy?Czy spowiedź mogłaby być dobrowolna?Czy spowiedź to tylko przepustka do innych sakramentów?Czy spowiedź to pusta formalność?Pierwsza spowiedź dzieciDlaczego tak mało wiemy o spowiedzi?Spowiedź jako umocnienie przeciwko pokusomSpowiedź a wybaczenieOdkładanie spowiedziBrak potrzeby spowiedziSpowiedź za granicąCzy można zachęcić kogoś do spowiedzi po latach?Dlaczego przed księdzem, a nie przed innym wiernym muszę wyznawać grzechy?Czego potrzebuje ksiądz, żeby być spowiednikiem?Czy każdy ksiądz musi spowiadać?Jak zostać spowiednikiem?Czy spowiednik jest kimś „lepszym” od penitenta?Jak spowiadają się księża?Na co zwracać uwagę w wyborze spowiednika?W jakim wieku powinien być spowiednik?Czy warto mieć stałego spowiednika?Stały spowiednikZmiana kierownika duchowegoPrzywiązanie do spowiednikaZakochanie w spowiednikuNie wiem, jak się spowiadaćNie wiem, z czego się spowiadać. Jak zacząć rachunek sumienia?Co zrobić, gdy nie wiem, że coś jest grzechem?Co jest najważniejsze w dobrym rachunku sumienia?Kiedy jest najlepszy czas na rachunek sumienia?Czym jest rachunek sumienia? Czy traktować go jako modlitwę?Rachunek sumienia a obraz BogaCzy obowiązkowa regularna spowiedź nie utrudnia dobrego rachunku sumienia?Czy przed spowiedzią warto spisywać grzechy?Czy w rachunku sumienia skupiać się tylko na grzechach, czy też na ich przyczynach?Co to jest sumienie?Czy w rozeznawaniu grzechu ważniejsze jest sumienie czy nauczanie Kościoła?Czy o wątpliwościach warto rozmawiać z księdzem?Czy sumienie rozwija się razem z człowiekiem? Na czym polega „formowanie sumienia”? Co to jest grzech?Jak rozpoznać w swoim życiu, co jest grzechem?Co to jest grzech przeciwko bliźniemu?Czym grzech ciężki różni się od lekkiego?Czy ma sens spowiadanie się z samych grzechów lekkich?Czy każde zło jest grzechem?Czy nałóg to też grzech?Czy w różnych sferach życia mogę mieć różną moralność?Czy grzech jest tym samym co błąd?Wrażliwość sumieniaSpowiedź bez rachunku sumieniaGrzechy językaOcena grzechu a uczuciaCudze grzechy na spowiedziSeksualność po ślubieSfera seksualna przed ślubemAntykoncepcja w małżeństwieSpowiedź po rozwodzieCzy sam fakt wspólnego zamieszkania jest grzechem sam w sobie?Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mnąNie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnoPamiętaj, abyś dzień święty święciłCzcij ojca swego i matkę swoją Nie zabijajNie cudzołóżNie kradnijNie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemuNie pożądaj żony bliźniego swegoAni żadnej rzeczy, która jego jestStres przed spowiedzią. Jak pokonać wstyd i nieśmiałość?Czy można uniknąć zdenerwowania przed spowiedzią?Spowiedź jako obowiązekJaki czas przeznaczać na spowiedź?Co robić w kolejce do spowiedzi?Gdzie powinien znajdować się konfesjonał?Czemu służy konfesjonał?Czy warto przystępować do spowiedzi spontanicznie?Czy możliwa jest spowiedź na odległość?Spowiedź w czasie MszyJak radzić sobie z hałasem podczas spowiedzi?Czy spowiedź poza konfesjonałem jest lepsza?Lęk przed księdzemNiezrozumienie księdza z powodu hałasu w kościele Mimowolne „podsłuchiwanie” spowiedzi innychJaka powinna być moja postawa podczas spowiedzi?Czy podczas spowiedzi trzeba znać formułki?Czy ważne są kolejność i kontekst wyznawanych grzechów?Czy ksiądz musi usłyszeć i zrozumieć wszystkie grzechy?Dlaczego księża dopytują o różne sprawy?Czy powinniśmy starać się mówić jak najkrócej?Czy konieczne jest podawanie liczby grzechów?Notowanie grzechówCo to jest spowiedź dojrzała?Czy spowiedź może być źródłem emocjonalnego wsparcia?Czy spowiedź może mieć wymiar terapeutyczny? Czy spowiadać się, aby poczuć ulgę?Jaka jest granica między spowiedzią a terapią?Jakie sytuacje są najtrudniejsze dla spowiednika?Czy księża są trudniejszymi penitentami?Tajemnica spowiedziCzy spowiedź musi boleć?Gesty podczas spowiedziJak zachować się, gdy w konfesjonale poczuję się obrażony?Lekceważenie, niekompetencja, brak zrozumieniaZbytnia pobłażliwość spowiednika„Przestępstwa” w konfesjonaleSpowiedź pod przymusemSpowiedź ze strachuSkrupułySpowiedź osób z zaburzeniami psychicznymiCzy są sytuacje, gdy spowiedź może szkodzić?Czy księża mają problemy związane z posługą w konfesjonale?Dwa rodzaje spowiedzi o wątpliwym charakterzeDługa przerwa w spowiedzi z powodu zranieńSpowiedź a siły diabelskiePo czym poznać, że spowiedź była owocna?Spowiedź generalnaGrzechy spowiednikaZranienie przez grzechy spowiednikaSpowiedź w przypadku depresjiUczucia na spowiedziNiecierpliwość księdza Co dzieje się w momencie rozgrzeszenia?Czy w sakramencie pojednania Bóg jest bardziej naszym sędzią czy lekarzem?Kiedy ksiądz może odmówić rozgrzeszenia?Co to jest zadośćuczynienie?Czy zadośćuczynienie jest tym samym co pokuta?Kiedy należy odprawić pokutę?Czy pokuta może być za lekka?Czy pokuta to ćwiczenie czy kara?Ksiądz nie potrafi powiedzieć tego, czego bym oczekiwałaNiepokój po spowiedziZadawanie modlitwy jako zadośćuczynieniaPowracająca autoerotykaSpowiedź a wymuszona przemoc Powracający grzech a wybaczenie BogaŻal za grzechyDLACZEGO MUSIMY SIĘ SPOWIADAĆCzy potrzebuję spowiedzi, skoro wielu ludzi się nie spowiada?Po co w ogóle się spowiadać? To pytanie towarzyszy katolikom coraz częściej. Wielu wiernym na Zachodzie wystarcza spowiedź powszechna będąca stałym elementem podczas Mszy Świętej. Spowiedź indywidualna zanika. Czy Kościół katolicki ma dobrą odpowiedź na pytanie: po co się spowiadać?Zawsze gdy mówimy o napięciu między doktryną i praktyką duszpasterską, trzeba rozpatrywać kontekst konkretnej grupy wiernych, konkretnej wspólnoty lokalnej. Wtedy łatwiej zrozumieć powody ewentualnych różnic i napięć. Praktyka, która istnieje w różnych miejscach, może czasami odbiegać daleko od tego, czego naucza Kościół. Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być wielorakie. Domagają się one wytrwałego nauczania i poprawiania błędów. To dotyczy również nabożeństwa pokutnego z równoczesnym rozgrzeszeniem wielu penitentów. Nauczanie Kościoła jest jednak jednoznaczne. Ta forma jest traktowana przez Kościół jako forma nadzwyczajna, a ponadto zostało jasno określone, kiedy może być wierzących nieraz wyprzedzała zmiany w nauczaniu Kościoła. Ten fakt jest często przywoływany podczas sporów teologicznych. Wielu katolików żyjących tam, gdzie praktyka spowiedzi usznej zanika, nie widzi już jej potrzeby, a jednocześnie czują się pełnoprawnymi członkami Kościoła. Być może więc w przyszłości spowiedź w formie, jaką znamy, nie będzie już nikomu potrzebna?Praktyka wiernych może się ścierać z nauczaniem Kościoła, kiedy nauczanie w jasny sposób czegoś nie określa. W przywołanym przypadku mamy jednak jednoznaczne określenia Stolicy Apostolskiej dotyczące tego, jak i kiedy można używać wspomnianej wyżej nadzwyczajnej formy spowiedzi. Jest to więc ewidentne łamanie dyscypliny i nauczania Kościoła. Pamiętam, jakie zdziwienie wywoływałem podczas pobytu w niektórych krajach zachodnich, gdy siadałem w konfesjonale. Ale z czasem ludzie zaczęli przychodzić do spowiedzi. Nie powiedziałbym więc, że w takich krajach nie ma w ogóle potrzeby celebracji usznej formy sakramentu pokuty i pojednania. Jest ciekawe, że w niektórych Kościołach protestanckich, w których praktykuje się tylko nabożeństwo pokutne, pojawia się tęsknota za indywidualną formą pojednania. Oczywiście, w związku z tym, że tam nie ma kapłaństwa w naszym rozumieniu, trudno mówić o sakramencie. Wprowadzane są natomiast takie praktyki, jak rozmowa z pastorem oraz indywidualne wyznanie grzechów połączone z modlitwą nad tą osobą, która przychodzi wyznawać grzechy. Taki kierunek rozwoju przecież o czymś więc, że zbyt często podkreślamy proces odchodzenia od spowiedzi, podczas gdy występują także procesy wyznajemy nasze grzechy?Skąd wzięła się w Kościele praktyka spowiedzi indywidualnej? Gdy w Ewangelii czytamy: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20,23), nie ma tam mowy o wyznawaniu grzechów. Wydaje się, że Jezus nie uczynił z niego warunku odpuszczenia dogmatyczne Kościoła na Soborze Trydenckim, mówiące o sakramencie pokuty i pojednania, gdy odwołuje się do powyższego fragmentu Ewangelii św. Jana, rozumie go jako powierzenie Kościołowi władzy odpuszczenia grzechu. Kościół w swej historii różnie realizował tę władzę. Ale dopiero w odpowiedzi na negację sakramentu pokuty w czasie reformacji doprecyzowano sposób, w jaki ta władza ma być sprawowana. W kolejnych wiekach nieco się zmieniała, aż doszła do postaci, którą dzisiaj znamy. W historii widać tendencję do łagodzenia tej praktyki. Powiedziałbym, że w coraz większym stopniu pochyla się ona nad człowiekiem, który jednak Jezus, gdy odpuszczał komuś grzechy, jak choćby podczas uzdrowienia paralityka w Kafarnaum (Mk 2,5, Łk 5,20), nie wymagał od nikogo ich wyznawania. W Ewangelii faktycznie znajdujemy sytuacje, w których Chrystus przebacza komuś grzechy: „Odpuszczają ci się twoje grzechy”. Chrystus jednak dysponował darem przenikania sumień. To był jeden z Jego boskich atrybutów. W Kościele jest praktyce Kościoła możemy znaleźć u niektórych spowiedników jakieś dary charyzmatyczne, ale z założenia szafarz sakramentu ich nie posiada. W związku z tym pojawia się potrzeba wyznania grzechu. Poza tym Apostoł Jakub pisze: „Wyznawajcie sobie nawzajem grzechy” (Jk 5,16), a więc widzi też potrzebę pojednania. Wyznanie grzechów nie jest tylko problemem z zakresu wiedzy, lecz przede wszystkim świadomości tego, który przyznaje, że zgrzeszył. Zresztą we wzorcowej dla tej sytuacji przypowieści o synu marnotrawnym jest napisane: „Pójdę i powiem: ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie” (por. Łk 15,18). A więc moment wyznania jest jednoznacznie w przypowieści o synu marnotrawnym chodzi o wyznanie kierowane bezpośrednio do tego, kogo skrzywdziłem. Idę i proszę go o przebaczenie. Idę do Tego, wobec którego zawiniłem – wobec Boga i dlaczego – skoro już mam świadomość grzechu i przyznaję się do niego wobec Boga – muszę jeszcze iść do kapłana, by to załatwić wręcz urzędowo przed przedstawicielem Kościoła? To nie wobec tego kapłana się. Z tym że – po pierwsze – grzech ma wymiar społeczny. Grzech nie uderza tylko w konkretną osobę. Jeżeli zacznę o kimś plotkować czy mówić nieprawdziwe rzeczy, to nie uderzę osobiście tylko w niego, lecz mój grzech uderza także w Kościół, a wręcz w Chrystusa obecnego w Kościele. Grzesząc, odłączam się od Chrystusa, zwłaszcza grzesząc śmiertelnie, i tym samym odłączam się od Kościoła. Grzech po prostu niszczy relacje do Boga, człowieka, wspólnoty. Z tego powodu wyznanie grzechów ma miejsce w można zrozumieć grzechu ani uświadomić sobie jego tragiczności, jeżeli zabraknie nam wiary. Muszę najpierw wierzyć w Chrystusa i Chrystusowi oraz wierzyć w Kościół jako wspólnotę przez Niego chcianą, jako Jego Ciało mistyczne. Dopiero dzięki tej świadomości jestem w stanie zrozumieć, jakie skutki wywołuje do tego wszystkiego można dojść bez spowiedzi usznej!Proszę dostrzec kluczową rzecz. W celebracji sakramentu pokuty zaczęło dominować indywidualistyczne nastawienie, przekonanie, że oto spotykam się ja z księdzem. Bardzo indywidualistycznie jest też rozumiany grzech, wobec czego gubi się świadomość jego wymiaru społecznego. Tym samym mało kto postrzega spowiedź jako sakrament dotyczący życia we wspólnocie Kościoła, o czym dopiero co jesteśmy przekonani, że Chrystus powierzył Kościołowi władzę odpuszczania grzechów, to Kościół, świadom tego, może ją sprawować w taki czy inny sposób. W związku z tym dzisiaj uznaje, że będzie robił to tak, jak robi. Kościół nie rezygnuje z uświadamiania społecznego wymiaru ludzkiego życia, a także popełnianych Ojciec uwagę na wspólnotowy charakter spowiedzi. Czasami podkreśla go nabożeństwo pokutne. A z drugiej strony praktyka jest wręcz odwrotna – stawianie na indywidualny wymiar spowiedzi, który łatwo odrywa ją od wymiaru sakramentu pokuty przystępuje się publicznie. W kościele konfesjonał stoi w miejscu publicznym. Świątynia jest jakimś symbolem wspólnoty Kościoła, jej znakiem. Sakrament pokuty nie jest schowany, nie sprawuje się go potajemnie, tylko w przestrzeni publicznej. Więc powiedziałbym, że za słabo odczytujemy te znaki. Zawsze lubię podkreślać, że mnie w domu uczono, gdy byłem mały, że idąc do sakramentu pokuty, trzeba starać się przepraszać domowników za wyrządzone zło. To był ten wymiar pojednania wspólnotowego. Ale uczyłem się, że moi rodzice też to robili. Jeżeli coś było nie tak, to przed sakramentem pokuty też mnie przepraszali. Myślę, że tu dużą wagę trzeba przyłożyć do formacji, bo wymiar społeczny sakramentu pokuty ma być ciągle obecny, że to jest pojednanie z Bogiem, ale także ze wspólnotą czy wspólnotami, w których jesteśmy. Grzech nie jest tylko moją indywidualną sprawą. Ja go popełniam i on zawsze rozbija moją więź z Bogiem i z Kościołem, czyli zawsze jakoś godzi w Kościół – nawet jeśli nikt mnie nie sobie zadają sobie pytanie: skoro Jezus przebaczył nam grzechy na krzyżu, skoro to już się dokonało, to po co mam ciągle chodzić do spowiedzi?Lubię w takich przypadkach cytować świętego Augustyna: „Bóg odkupił nas bez nas, ale bez nas nie może nas zbawić”. Owszem, w Chrystusie dokonało się odkupienie wszystkich moich grzechów, ale tylko ja mogę swoimi czynami sprawić, że to odkupienie będzie działało we mnie, czyli będę korzystał z tego, co Chrystus dla mnie uczynił. Albo mogę się na to zamknąć spowiedź mogłaby być dobrowolna?Czy praktyka spowiedzi nie mogłaby być dobrowolna? Dla wielu osób jest tylko obowiązkiem i koniecznością, a nie doświadczeniem duchowym. Takiemu przeżywaniu spowiedzi sprzyja właśnie jej obligatoryjność, która nieraz odziera ją z wymiaru intencję tego pytania. Żyjemy w czasach, kiedy wszelki nakaz traktujemy jako ograniczenie ludzkiej wolności. Tak samo podchodzimy do spowiedzi. A przecież spowiedź daje mi wolność, oznacza chęć zerwania z tym, co mnie w sensie właściwym ogranicza. Nikt przecież nie mówi, że muszę się spowiadać. Nikt mi nie przykłada pistoletu do głowy. Oderwałem się od wspólnoty z Bogiem i z Kościołem, teraz płacę za to zasadniczo inne podejście do obowiązku spowiedzi niż to przedstawione w pytaniu. Traktuję zawsze element pokuty jako olbrzymi prezent. Wystarczy wspomnieć kontekst historyczny. W czasach prześladowań pierwsi chrześcijanie stawali przed rzymskim sądem i niektórzy z obawy przed torturami zapierali się wiary. Wyparcie się wiary domagało się pojednania sakramentalnego i określonej pokuty. Gdyby jej nie było, to choć Kościół ich nie odrzucał, mówił: „Niech pokutują!”, a rozgrzeszenie przychodziło później. Później, gdy takich ludzi było już sporo, zaczęto myśleć nad zmianą praktyki pokuty, gdyż ci ludzie chcieli z powrotem korzystać z sakramentów i brać udział w Eucharystii. Pojawił się problem, jak odpowiedzieć na ich potrzebę. Czy ciągle trzymać ich poza wspólnotą Kościoła, czy pozwolić im na powrót? Dalsza ewolucja sakramentu pokuty zmierzała ku temu, aby był on jak najmniej uciążliwy. Oczywiście uciążliwy będzie zawsze, ponieważ dotyczy moich grzechów. Często boję się o nich mówić do lustra, a podczas spowiedzi mam je wyznać innemu człowiekowi. Kościół ma świadomość, o jak wielkim trudzie jest tu mowa. Ale w rozwoju rozumienia pokuty widać ciągle łagodzenie jej rygoru. Oczywiście, ono musi mieć swoje granice. Taką granicą jest choćby świadomość grzechu, to, że Kościół może grzechy odpuścić, jeżeli ktoś prosi o ich przebaczenie, czyli powie, że żałuje za to, co jest grzechem; jeżeli zaś o to nie prosi, Kościół nie ma wówczas spowiedzi sprowadza wszystkich do jednego poziomu, chociaż ludzie mają przecież różne skale przeżywania wiary. Wielu katolików uważa życie duchowe za coś indywidualnego i osobistego. Aż tu nagle muszą zmierzyć się ze stwierdzeniem, że katolik musi się raz w roku wyspowiadać. Niektórzy ludzie przeżywają swoją wiarę w taki sposób, w którym nie ma potrzeby spowiedzi usznej, więc jej wymóg odbierają jako opresję. Sądzę, że tu zderzają się dwie różne koncepcje człowieka. Jedna mówi o człowieku, który z grzechem staje przed kochającym Bogiem, a Ten kocha człowieka pomimo wszystko. To jest prawda o sakramencie pokuty. Na to nakłada się współczesne myślenie, że człowiek w zasadzie jest bezbłędny, najlepszy, doskonały, więc ma prawo o wszystkim decydować. I że to on sam jest w centrum. Kiedy więc człowiek ma sobie powiedzieć: „To było złe, tamto było złe”, to wówczas przeżywa swoistą detronizację. Musi zrezygnować z tego, co proponuje mu dzisiejsza kultura. Myślę, że chodzi tu właśnie o zderzenie tych dwóch tak właśnie wielu katolików przeżywa spowiedź: jako poniżenie. Człowiek może mieć świadomość, że jest grzeszny, niedoskonały, że postępuje źle, bez konfrontacji z kapłanem. Po co dodatkowo katować się opowiadaniem o swoich grzechach?Sakrament pokuty naprawdę mnie nie poniża. Owszem, on mówi bardzo trudną prawdę o mnie, ale to nie jest spotkanie z kimś, kto chce mi przyłożyć, ustawić mnie pod ścianą. Na takie błędne postrzeganie wpłynęło wieloletnie rozumienie sakramentu pokuty jako procesu sądowego, natomiast jeżeli wyjdziemy od źródeł biblijnych, to wszystkie obrazy związane z pojednaniem są obrazami rodzinnymi: miłosierny ojciec, przytulenie, przyjęcie, przebaczenie, powrót – to metafory, które mówią o podniesieniu człowieka. Mentalność nowożytna i współczesna próbują to traktować jako poniżenie człowieka. To jest zasadnicza różnica. Chrystus, a za Nim Kościół, widzi w spowiedzi możliwość wywyższenia człowieka, odnowienia godności dziecka Bożego, która przez grzech została jako duszpasterz widzę, że niewiele z tego sobie uświadamiamy, co z kolei wynika z pewnych błędów. Na przykład do sakramentu pokuty jesteśmy przygotowywani tylko przed pierwszą spowiedzią, która najczęściej odbywa się w wieku dziewięciu lat. A przecież dzięki psychologii rozwojowej wiemy, że już trzynastolatek zupełnie inaczej podchodzi do sakramentu pokuty. Jeżeli nie uzyska pomocy, by dorastać w tym sakramencie, to następuje proces infantylizacji, którego klasycznym przykładem mógłby być dorosły mężczyzna, mówiący, że nie słuchał mamusi. Ograniczenie przygotowywania do tego sakramentu jedynie do okresu przed pierwszą spowiedzią, do której przystępuje się, drżąc jak osika, sprawia, że nie rozumiemy później spowiedzi jako daru olbrzymiego miłosierdzia, objawienia się Bożej bliskości i solidarności z człowiekiem biednym, grzeszącym. Pozostajemy na etapie jak w jednej z parafii, gdzie miałem akurat rekolekcje, rozmawiałem w drodze do kościoła z mężczyzną, który szedł akurat do spowiedzi, ponieważ… żona mu tak kazała. Wcześniej kazali rodzice, a teraz każe żona. Osoby się zmieniły, ale mechanizm pozostał. Proces formacyjny cały czas jest wyłącznie czy taka spowiedź w ogóle ma sens? Czy przynosi jakieś owoce duchowe? Myślę, że żona nie zmusza męża do spowiedzi pistoletem, lecz go motywuje. A jeżeli go motywuje i on decyduje się pójść do konfesjonału, to następnie ważne jest to, co w tym sakramencie zachodzi. W sakramencie spotyka się z żywym Bogiem. Jeżeli jest otwarty, wyznaje swoje grzechy tak, jak potrafi, to zawsze ma szansę na spotkanie z Bogiem. Nieraz zdarza się tak, że ktoś po wielu latach spowiedzi tego rodzaju nagle chce rozmawiać ze spowiednikiem, ponieważ coś wydarzyło się w jego życiu. Wtedy następuje spowiedź przełomowa. Nagle zaczyna rozumieć, że nie jest w duszącym gorsecie. Doświadczyłem wielu takich jest, żeby penitenta wówczas przyjąć i próbować z nim rozmawiać, chociaż często to jest bardzo trudne. Jeżeli ktoś przez trzydzieści pięć lat praktykował spowiedź szablonowo i infantylnie, to bardzo trudno jest podjąć rozmowę w sakramencie pokuty, bo człowiek ma wypracowany pewien nawyk. Ale ja wierzę w łaskę Bożą. Często cierpliwe tłumaczenie przynosi rezultat. Niedawno tłumaczyłem komuś długo, dlaczego coś jest grzechem. I choć rozmówca długo stawiał pytania i miał wątpliwości, to w końcu uznał, że popełniany przez niego czyn jest ludzie mają świadomość, że nie potrafią się spowiadać, że muszą się tego nauczyć?Kiedy człowiek przychodzi do spowiedzi i prosi, by pomóc zrozumieć czy właściwie przeżyć ten sakrament, to już jest to bardzo dużo. Nieraz są to osoby dotknięte jakimiś doświadczeniami życiowymi, które sprawiają, że są wewnętrznie rozbite. Kapłan powinien wtedy w kilku zdaniach wprowadzić go w poszczególne etapy spowiedzi, w rachunek sumienia, w żal za grzechy. Ludzie bardzo często wdzięcznie przyjmują taki rodzaj pomocy, a tak rozpoczęte spowiedzi są niezwykle owocne, bo przełamały jakiś lęk penitenta i stereotypowe podejście do przez obowiązek spowiedzi nie czuję się kimś gorszym, niż jestem?W historii Kościoła widać, że swojego czasu doszło do przeakcentowania ludzkiej grzeszności. Mówiono: „Jesteś, człowiecze, beznadziejny i tylko łaska Boża, tak daleka, tak trudno osiągalna, może cię uratować”. Właściwie doszło do tego, że pomiędzy „ja” i grzechem postawiono znak równania. Współczesne myślenie jest odwrotne: nie jestem zepsuty, nie jestem bezwartościowy, jest we mnie dobro. Czy konieczność spowiedzi nie zmusza nas do powrotu na dawne tory: skoro jestem grzesznikiem, jestem beznadziejny…?Ależ jest w nas dobro! Sakrament pokuty właśnie o tym mówi. To niesłychane wywyższenie człowieka. Bóg mnie tak kocha – to jest centrum tego sakramentu – że mnie przyjmuje i ciągle stawia na nogi. To właśnie ta wizja Boga znajduje się u podstaw spowiedzi. Praktyka Kościoła przez lata akcentowała element prawniczy – spowiedź jako rodzaj trybunału. Niektórzy historycy uważają, że na przykład biret, w którym ksiądz siadał dawniej w konfesjonale, był nawiązaniem do nakrycia głowy sędziego w procesie. Dzisiaj jeśli nawet sięga się do tej metafory, to mówi się o trybunale miłosierdzia. Dla mnie to niezbyt udana, by nie rzec kaleka, metafora, choć staram się zrozumieć, że tu dominuje miłosierdzie Boże. Lubię odwoływać się do ksiąg prorockich, choćby do Ozeasza, do wizji Boga stawiającego dziecko na nogi, pomagającego dziecku iść. To jest najważniejsze doświadczenie tego sakramentu. Z drugiej strony pojawia się to, o czym mówił też Jan Paweł II: człowiek nie jest w stanie siebie zrozumieć bez przyjęcia prawdy o swoim grzechu. Człowiek by chciał tę prawdę wyeliminować, bo ona nie jest miła. Kolejna rzecz, też wyrażona przez Jana Pawła II: człowiek nie jest w stanie siebie zrozumieć bez Chrystusa. Czyli jeżeli nie przyjmie prawdy o grzechu, to nie jest w stanie zrozumieć w pełni prawdy o śmierci Chrystusa za swoje grzechy, ale i mocy, którą otrzymuje dzięki Jego zmartwychwstaniu, dzięki Jego przejściu przez misterium paschalne. W Reconciliatio et paenitentia, adhortacji poświęconej sakramentowi pokuty, Jan Paweł II doskonale postawił myślę, że jeżeli sakrament pokuty osadzi się na paschalnym fundamencie – a więc jeśli mamy świadomość, że rozmawiamy z Chrystusem zmartwychwstałym, ale i zabitym za nasze grzechy – to doświadczymy w nim miłosierdzia. Muszę mieć ciągle świadomość, że udziela mi miłosierdzia Chrystus zmartwychwstały, który staje przede mną ze śladami męki. A więc mój grzech to nie jest „nic takiego”, on ma ewidentny ciężar. I to zarówno w historii zbawienia (mój grzech to konkretne cierpienie Zbawiciela), jak i w mojej historii jako człowieka: jestem grzesznikiem, ale to mnie nie poniża, ponieważ mam tak wielkiego tu nie ma napięcia między teologią a praktyką? Teologia prowadzi nas do Chrystusa przez grzech. Czy to nie odstrasza na poziomie praktycznym? Raczej bym powiedział, że teologia prowadzi nas do Chrystusa przez nie powinno być odwrotnie? Pamiętam młodzieńcze rozmowy o wierze z moimi przyjaciółmi ateistami. Uczono nas czterech praw życia duchowego, gdzie punktem drugim było stwierdzenie, że człowiek jest grzeszny. I na tym rozmowa często mogła się skończyć. Czy nie lepiej byłoby zaczynać właśnie od wizji pozytywnej – jest Chrystus, jest zbawienie i dopiero widząc Go, uświadamiam sobie…Ale jeżeli nie jestem grzeszny, to po co mi Chrystus? Dlaczego On umarł na krzyżu?To poważny problem w dialogu ze współczesnością. Oto my, chrześcijanie, chodzimy i mówimy ludziom, że są źli i grzeszni. Współczesny człowiek może nie rozumieć tej wizji, ponieważ wyrósł w atmosferze afirmacji życia i siebie powiedziałbym, że człowiek nie ma świadomości tego, że dokonuje w życiu nie tylko dobra, lecz również zła. Może się znieczulać, by mu ta świadomość nie doskwierała. Pius XII podkreślał, że największym grzechem współczesnego świata jest zatarcie poczucia grzechu. Jeżeli ja nie przyjmuję prawdy o własnej grzeszności, to po co mi Zbawiciel? Muszę się zderzyć z prawdą o sobie, że nie jestem zbawicielem siebie. Nie zbawię siebie nawet przez największy wysiłek. W pewnym momencie potrzebuję Zbawiciela. Myślę, że to jest zasadnicze dla chrześcijańskiego myślenia o ludzkiej wskazuje na dwa punkty przełomowe w naszym traktowaniu grzechów. Punkt pierwszy – myślę, że zbytnio podkreślany– to smutna prawda o mnie samym. Punkt drugi – to doświadczenie, że będąc grzeszny, nie jestem pozostawiony sam. Bóg dla mnie posłał Chrystusa, chociaż postępowałem paskudnie i oddaliłem się od Niego. Mógł mnie zostawić! Byłoby to sprawiedliwe. Tymczasem On mi daje spowiedź to tylko przepustka do innych sakramentów?Świadomość grzechu w misterium paschalnym można w pełni przeżywać w trakcie Eucharystii. Podczas niej od początku mamy świadomość swojego grzechu: jest spowiedź ogólna, jest przeproszenie za grzechy, jest też prośba o przebaczenie i o zlitowanie Boga. Czy dla wierzącego człowieka przeżywanie Eucharystii nie jest wystarczającym sposobem na głębokie życie religijne? Także w tym sensie, że mądrze rozpatruje swoją grzeszność, widzi swoją niewystarczalność i potrzebę relacji ze Zbawicielem?Już starożytne chrześcijaństwo powiedziało, że jest taki grzech, który uniemożliwia wejście w jedność eucharystyczną. Dzisiaj w teologii nazywamy to grzechem śmiertelnym. Starożytni chrześcijanie wyróżniali cztery takie grzechy: wyparcie się wiary, zabójstwo, cudzołóstwo, bałwochwalstwo – oddawanie czci fałszywym bogom. Kościół zyskał świadomość, że człowiek po chrzcie – a wtedy przyjmował go dorosły człowiek – może powiedzieć Bogu „nie”. Żeby wrócić do Eucharystii, potrzebował odpuszczenia grzechów. Sakrament pokuty jest jak wyciągnięcie ręki przez Pana Boga w moim nie rodzi się tu ryzyko patrzenia na spowiedź jak na pewną formalność, która polega na zdobyciu przepustki do uczestniczenia w Eucharystii i innych sakramentach? Pamiętajmy, że przystąpienie do Komunii wymaga, bym był bez grzechu ciężkiego. W takim przypadku spowiedzi grozi sprowadzenie do roli przepustki, a przecież ona jest czymś ważnym samym w sobie, jest spotkaniem z Chrystusem. Zresztą sama Eucharystia też jest zagrożona, gdyż możliwość spowiedzi wielokrotnej może ukształtować w nas przekonanie, że przystąpienie do Komunii Świętej to nagroda za to, że człowiek oczyścił się w spowiedzi. Trzeba tylko podjąć wysiłek pójścia do spowiedzi, ukorzenia się przed księdzem. Pojawia się mentalność zasługi, grożąca zwłaszcza praktyce dziewięciu pierwszych piątków miesiąca. Czasami mówiono, że jeśli ktoś odprawi dziewięć pierwszych piątków, to na pewno nie umrze w stanie grzechu ciężkiego czy nagłą śmiercią. Są różne formy tej spowiedzi jako przepustki jest widoczne gołym okiem, zwłaszcza gdy człowiek idzie do niej, znowu, z przymusu, ponieważ inaczej nie zostanie małżonkiem czy też nie przystąpi do grozi uprzedmiotowienie. W przywołanych przypadkach często spowiedzi towarzyszy podpisywanie karteczek. Ta praktyka jest moim zdaniem dyskusyjna, bo czasami ktoś do spowiedzi przychodzi nie po to, żeby się pojednać z Bogiem, ale po to, żeby dostać podpis. Dlatego gdy spowiadam, od razu proszę o kartkę i podpisuję, żeby ktoś nie myślał, że mu podpiszę dopiero, jak się ładnie wyspowiada. To dla mnie nie do przyjęcia. Podpisuję na wstępie również dlatego, że inaczej mogłoby dojść do pośredniej czy bezpośredniej zdrady tajemnicy spowiedzi. Nie poświadczam przecież, że dostał rozgrzeszenie, ale że był. Kwitek podpisuję od razu, a człowiek niech się spowiada, jeśli wierzy i chce. Zależy mi tylko na tym, żeby jego spotkanie z Bogiem było jak najbardziej autentyczne. A co do całej reszty – każdy ma więc wrogiem kartek do spowiedzi. Jednocześnie rozumiem, że ich stosowanie wynika z chęci, by na przykład sakrament małżeństwa był przeżyty godnie, a nie w stanie grzechu ciężkiego. Ostatecznie jednak uważam, że lepszym i ważniejszym rozwiązaniem jest rozmowa duszpasterska. Jeżeli w rozmowie kogoś nie przekonam do tego, żeby dobrze przeżył spowiedź, to formalne załatwienie sprawy niczego nie da. Znam też duszpasterzy, którzy prowadzą często dość trudną rozmowę na temat sakramentu pokuty i potrafią zachęcić do tego, żeby ktoś przyszedł do konfesjonału. A jeśli ma lęki, bo na przykład długo nie był u spowiedzi, to wskazują mu kogoś, kto pomoże przygotować się do sakramentu, a także sprawdzonego kapłana, z którym można spokojnie przeżyć ten sakrament. Myślę, że tkwi w tym ważna możliwość odnowy spojrzenia na sakrament spowiedź to pusta formalność?W przypadkach, o których mówimy, kluczowy jest kontekst polskiego Kościoła, który wrośnięty jest w naszą obyczajowość. Według pewnych badań ośmiu na dziesięciu ateistów chrzci nowe zjawisko: niewierzący, ale praktykujący. „Za moich czasów” więcej było wierzących i niepraktykujących. Może być inaczej. Ktoś jest niewierzący i docenia wartość rytuału chrześcijańskiego, a ponadto uczestniczy w tym rytuale świadomie. To inna sytuacja niż wówczas, gdy człowiek jest niewierzący i obojętny. Nie przeżywa rozterek, w pewnym momencie odkrywa, że nie wierzy, ale jest mu trudno odejść od form, pośród których osoba nie uczestniczy we wspólnocie wierzących, ale w pewnej wspólnocie kulturowej. Swojego wyboru nie opiera na wartościach, lecz na jakimś oportunizmie, wtapianiu się w mi się, że tak często jest, bo być może nie ma poważnego przekazu ze strony duszpasterzy: „Zastanów się, czy jeszcze wierzysz, czy na pewno chcesz chrzcić dziecko, czy na pewno chcesz zawrzeć sakrament małżeństwa?”.Może to prawda, ale dla pewnego kontrastu chciałbym tu powiedzieć o siostrach jadwiżankach wawelskich, których charyzmatem jest przygotowywanie ludzi dorosłych do sakramentów. Pracują nie tylko z katechumenami, ale też z dorosłymi ludźmi od lat nieobecnymi w Kościele, którzy powracają do sakramentu pokuty. To proces bardzo zindywidualizowany i świetnie prowadzony. Już mi się zdarzało spotykać penitentów, którzy powiedzieli, że właśnie przeszli takie przygotowanie z siostrą jadwiżanką. Ona też przychodziła z nimi do świątyni i modliła się podczas ich spowiedzi. Warto mówić także o takich jasnych miejscach w spowiedź dzieciJaki ma Ojciec stosunek do pierwszej spowiedzi dzieci? Czy zalecałby Ojciec różnicowanie wieku dzieci przystępujących do tego sakramentu w zależności od stopnia ich rozwoju?Myślę, że przede wszystkim pierwsza spowiedź musi być dobrze przygotowana. Przypominam sobie moją pierwszą spowiedź i z wielkim szacunkiem myślę o katechecie, który nas do niej prowadził. Nie baliśmy się spowiedzi. Ksiądz przyprowadził nas do konfesjonału, pozwolił nawet wejść do środka, sprawdzał, czy nas widać zza kratek. Przygotował nas, powiedziałbym, behawioralnie. Bardzo często powtarzał, że kapłan jest po naszej stronie, że ma nam pomóc. Spowiedź dziecka jest inna niż dorosłego, ale jest szczera, odprawiana z przejęciem. Trzeba więc unikać pewnych elementów, które mogą to zakłócić. Z największym niesmakiem zauważyłem pojawiający się zwyczaj filmowania dzieci idących do spowiedzi. Jest to religijna pornografia, na którą nie daję żadnej zgody. Jeśli natomiast chodzi o wiek, w jakim dzieci przystępują do spowiedzi po raz pierwszy, to mam wrażenie, że nie tylko osiem czy dziewięć lat jest wiekiem odpowiednim, lecz wręcz mogłyby to być dzieci młodsze. Proboszcz mego miejsca zamieszkania wprowadza wczesną komunię i przygotowuje pięciolatki i sześciolatki do spowiedzi. Oczywiście taka katecheza prowadzona jest wówczas inaczej niż standardowa, podobnie jak inne jest wtedy przygotowanie rodziców. To bardzo ważny aspekt całej sytuacji. Dramatyczne jest w moim odczuciu to, że dzieci nieraz do kolejnej spowiedzi przychodzą dopiero po roku. Samych dzieci nie sposób o to winić, po prostu zawodzi opieka rodziców. Dlatego wdrażanie rodziców w sakrament pokuty i pojednania również jest bardzo istotnym elementem przygotowania dzieci do pierwszej jaki jest sens w tym, żeby aż tak małe dzieci się spowiadały przed wczesną komunią? Wiadomo, że poczucie grzechu u sześciolatka nie będzie takie jak u ośmiolatka, nie mówiąc nawet o osobach dorosłych. Ale one już także mają poczucie grzechu, świadomość, że zrobiły coś niedobrego: jedno pobiło brata, drugie nie słuchało rodziców, kolejne dokuczało koleżance. Konieczne są dwa warunki. Pierwszy to odpowiednia formacja katechetów i spowiedników, żeby potrafili się komunikować z dzieckiem, mówić językiem dla nich zrozumiałym Drugi to wsparcie w rodzinie. Jeśli dziecko zostanie z życiem sakramentalnym pozostawione samo sobie, to będzie mu bardzo tak mało wiemy o spowiedzi?Spowiedź bywa przedstawiana jako prosta recepta na grzech. Człowiek mówi o złu, jakie się wydarzyło, jakiego dokonał, a ksiądz ma na to tylko jedną odpowiedź: „Idź do spowiedzi, wszystko będzie dobrze”. Ktoś zmaga się ze swoim życiem, nie zawsze czuje się gotowy do spowiedzi, a słyszy tylko sugestię, że spowiedź załatwi coś niejako automatycznie. Czy nie brakuje w Kościele katechezy, która by wyjaśniała, że spowiedź nie działa jak magiczne zaklęcie?W takim komunikacie z całą pewnością brakuje informacji, że pójście do spowiedzi ma sens wtedy, kiedy samemu się do tego dojrzeje. Stale podkreślam, jak ważny jest sam proces dojrzewania do wyznania też opinię, że zbyt często księża infantylizują spowiedź. „Zgrzeszyłeś, idź do konfesjonału – będzie po sprawie”. Czasami to, że sakrament pokuty istnieje, jest wręcz pretekstem do tego, żeby w ogóle nie przeżywać grzechu naprawdę. Niekiedy człowiek idzie do konfesjonału, żeby poczuć się lepiej, choć żadnej refleksji nad sobą nie podejmuje – wystarcza mu spełnienie obrzędu. Ale to nie jest problem samego sakramentu, tylko efekt słabości katechezy. Jak więc to zmienić, również w katechezie?Przede wszystkim sakrament spowiedzi musi być obecny w nauczaniu. Nie tylko w katechezie szkolnej, ale w nauczaniu zwyczajnym, na Mszy, w czasie kazania. W tej chwili w czasie Mszy dominują homilie, czyli komentarze do czytań mszalnych. Dawniej, po Soborze Trydenckim, funkcjonował obowiązek nauczania katechizmu przed sumą. Są jednak takie czytania w liturgii słowa, w których kontekst można wpisać sakrament pokuty. Są też pewne okresy „mocne”, które sprzyjają katechezie o sakramencie pokuty, takie jak Adwent i Wielki Post. Ciągle chętnie powtarzam, że doskonałą okazją do takiej katechezy są kazania pasyjne, gdy rozważa się mękę Pańską. Poza tym takie nauczanie nie musi mieć tylko formy mówionej. Podczas dorocznej kolędy można mówić nie tylko o tynkowaniu kościoła, ale też o przeżywaniu sakramentu pokuty. Dzisiaj za niewielkie pieniądze duszpasterz może przygotować dla swoich parafian niewielką broszurę na ten katecheta będzie wracał do tematu spowiedzi podczas lekcji religii, nawet jeśli nie ma tego w programie. Choćby w formie zachęty. Szczególną okazją może być przygotowanie do sakramentu bierzmowania, które wraca do parafii. W niektórych parafiach świetnie się to robi. Na przykład moja mama, która jest emerytowaną nauczycielką, przez wiele lat miała grupę ośmiu kandydatów do bierzmowania, którym pomogła się przygotować do tego sakramentu. Nie jest wprawdzie teologiem, ale ma doświadczenie wiary, którym potrafiła się internautówSpowiedź jako umocnienie przeciwko pokusomSłyszałem, że spowiedź daje nie tylko odpuszczenie grzechów, ale też specjalną łaskę do wytrwania wobec pokus. Na czym to polega? Czy mogę w chwilach długotrwałych pokus spowiadać się po to tylko, aby otrzymać tę łaskę?Podstawowym wymiarem spowiedzi jest zgładzenie naszych grzechów, czyli powrót do jedności z Bogiem, kiedy popełniliśmy grzech ciężki, albo jej umocnienie, kiedy miał miejsce grzech lekki. Teologia sakramentu pokuty uczy, że otrzymujemy też łaskę uczynkową, by trwać w dobrym. Łaska ta wspomaga nas w wyborze dobra, w trwaniu w jedności z Bogiem. Dlatego też ma głęboki sens spowiadanie się nie tylko z grzechów śmiertelnych, które naruszają więź z Bogiem, ale też z grzechów lekkich, by stale umacniać więź z Bogiem. Przy długotrwałych pokusach radziłbym porozmawiać ze spowiednikiem indywidualnie. Spowiedź jest aktem pokory i stanięciem przed Bogiem. Człowiek otrzymuje umocnienie, by trwać w dobru. Pamiętajmy jednak, by nie spowiadać się po to, żeby „poczuć się lepiej”, bo nie o to chodzi w sakramencie a wybaczenieCzy ma sens pójście do spowiedzi, gdy odczuwam wielki żal i wstręt do męża z powodu jego zdrady? Zawsze chodziłam do spowiedzi, a teraz wydaje mi się, że nie jestem w domaga się zmiany, czyli nie może być pozorem, fikcją. W tej sytuacji rodzi się pytanie, na jakim poziomie ta zmiana ma się we mnie dokonywać. Na przykład gdy pojawia się kwestia przebaczenia współmałżonkowi, który dopuścił się zdrady. Na pewno musimy się zmierzyć z tym wymaganiem. Jeżeli idę do sakramentu pokuty, to mam oderwać się od wszelkich działań, które są sprzeczne z Ewangelią, jednością z Chrystusem i moimi braćmi oraz siostrami. Wiadomo, że wszystkie grzechy przeciw miłości będą w tym ujęciu na pierwszym planie. Są to: nienawiść, gniew wobec kogoś, złość itd. Człowiek w swojej woli może nie chcieć nienawidzić lub gniewać się i odrzucać zło, np. zemstę na współmałżonku, który zdradził. Jednak na poziomie uczuć wciąż może to być bardzo problematyczne. Kto przebaczy w sercu mężowi czy żonie, ale nie umie przerwać nawet kilkuletniego milczenia, odcięcia się, bo wciąż jest w nim ból, rana, może motywować się do pracy. Ważny jest trwający proces przebaczenia i pojednania. Proces oparty na woli przebaczenia. Odkładanie spowiedziMam trudność z samym wybraniem się do spowiedzi. Wciąż odkładam ją na później, tak jakby „coś” zabraniało mi tam pójść, mimo że bardzo chcę i czuję potrzebę nawrócenia. Cały czas zwlekam i odkładam rachunek sumienia, żeby wydłużyć ten czas. I tak mijają dni, tygodnie, a czasem miesiące, a ja upadam coraz bardziej w grzechach i trudniej mi się podnieść. Jak mogę radzić sobie z tą trudnością, aby nie odkładać cały czas tak ważnego sakramentu?Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że pójście do spowiedzi jest spotkaniem z Kimś, kto jest po mojej stronie i Kto może mi bardzo pomóc. Bóg nie stawia w centrum popełnionego zła, ale raczej wskazuje nam dobro. Bóg pragnie mojego szczęścia. Gdy ktoś boryka się z problemem odkładania spowiedzi, warto, by zastanowił się nad tym, Kto w tym sakramencie rzeczywiście działa. Czy spotykam się tylko z księdzem? Czy mój wstyd i problemy są na pierwszym miejscu? Przede wszystkim trzeba mieć świadomość obecności i działania Chrystusa, który za mnie umarł i dla mnie potrzeby spowiedziNie mam potrzeby przystępowania do spowiedzi. Nie uważam, że nie mam się z czego spowiadać, bo mam, ale nie czuję potrzeby, żeby np. raz w miesiącu klęknąć przy konfesjonale i powiedzieć, co „nabroiłam”. Czy może to wynikać z tego, jak usłyszałam od koleżanki ze wspólnoty, że po nawróceniu człowiek nie popełnia grzechów ciężkich? Od jakiegoś czasu w ogóle nie odczuwam potrzeby spowiedzi. Nie czuję się „bez grzechu”, ale nie mam potrzeby mówienia o tym. Kiedyś regularnie chodziłam do spowiedzi, a teraz już ponad siedem lat nie byłam u spowiedzi. Nie obraziłam się na Pana Boga, nie obraziłam się na księży, szanuję ich za ich powołanie i służbę. Ale nie potrzebuję spowiedzi, to po prostu przyszło samo. Czy jest sens iść do spowiedzi, kiedy człowiek nie chce? Wiem, że jest taki obowiązek, przynajmniej raz w roku, ale co w sytuacji, jeśli nie chcę i mam ku temu powody?W takich sytuacjach byłbym za tym, by jeszcze raz uważnie przeczytać Ewangelię, albo choćby 3. rozdział Listu św. Pawła do Rzymian: „wszyscy bowiem zgrzeszyli i zostali pozbawieni chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo” (23-24). Jako wierny muszę przede wszystkim zrozumieć to, że potrzebuję Zbawiciela, dlatego, że sam nie jestem w stanie znaleźć drogi do Boga. Jeśli ktoś szuka konkretnego rozwiązania, radziłbym porozmawiać z duszpasterzem jeszcze przed spowiedzią, by nie zderzyć się przypadkiem z jakimiś bolesnymi sytuacjami, które mogą w efekcie człowieka odepchnąć od sakramentu. Rozsądna byłaby spokojna rozmowa, w której być może udałoby się dojść do źródeł owej blokady wobec chodzi o niepopełnianie grzechów ciężkich po nawróceniu – byłoby pięknie, gdyby to była prawda. Myślę, że taka wizja towarzyszyła pierwotnemu chrześcijaństwu. Dlatego też w pierwszych wiekach przez dlugi czas panowało przekonanie, że człowiek po chrzcie już nie grzeszy. Jednak doświadczenie życia było dużo bogatsze i trudniejsze. Pojawił się grzech i w słabości przyjmujemy to, że potrzebujemy przebaczenia. Stąd sakrament pokuty. Myślę, że ważne jest, aby nie trwać w grzechu. Grzech może się zdarzyć każdemu, ale w chrześcijańskim życiu ważne jest ciągłe nawracanie za granicąCo zrobić w sytuacji, gdy nie ma się szans na spowiedź, np. mieszkając za granicą, gdy w kościele po prostu nie ma spowiedzi usznej?W kościołach rzymskokatolickich w różnych krajach mogą być rozmaite zwyczaje, ale prośbie o spowiedź kapłan nie może odmówić. Jeśli więc znamy język obcy w takim stopniu, że jesteśmy w stanie choćby wydukać nasze grzechy, nawet niegramatycznie, to radziłbym poprosić o spowiedź. Jeśli nie znamy języka, to w większości krajów europejskich wskażą nam kościół, w którym jest ktoś mówiący w języku polskim bądź innym nam znanym. Odpowiednie adresy można też znaleźć w internecie. Przy dzisiejszym rozwoju komunikacji lądowej łatwo można sobie pozwolić nawet na pokonanie większego dystansu, by dotrzeć w pożądane jednak taki dojazd nie był możliwy, można próbować regularnie stawać przed Bogiem i prosić Go o przebaczenie grzechów, pamiętając jednak, że to nie jest to samo co sakrament pokuty. Warto wtedy zastanowić się, kiedy mogę znaleźć miejsce i czas na spowiedź, gdy np. odwiedzam Polskę lub jeżeli bywam w mieście, gdzie jest posługa duszpasterska w języku polskim. A takich jest naprawdę sporo w efekcie licznej polskiej można zachęcić kogoś do spowiedzi po latach?Mój narzeczony dopiero niedawno, po kilkunastu latach przerwy, poszedł z własnej inicjatywy na Mszę Świętą. Bardzo chciałabym jakoś przekonać go, że dobrym początkiem nowego życia, które razem rozpoczynamy, byłaby spowiedź święta. Wydaje mi się, że z różnych powodów miałby z tym spore trudności. Jakich argumentów użyć i jak wspierać go w podjęciu tej trudnej decyzji?W takich sytuacjach warto rozpocząć od świadectwa – powiedzieć, jak ważna dla mnie jest relacja z Chrystusem, jak wiele daje szczęścia. Jak dużo mocy i radości przynosi też, to, że Bóg odpuszcza moje grzechy. Takie świadectwo może najbardziej zachęcić. Oczywiście, jeśli zna się życzliwego i sprawdzonego kapłana, warto go polecić. Można też zaproponować jakąś formę towarzyszenia i modlitwy podczas takiej zapewne niełatwej spowiedzi po latach. Najważniejsze jednak wydaje mi się świadectwo, że dla mnie spowiedź jest ważna, że przyniosła i przynosi wiele dobrych owoców.
Od żalenia do żalu. Sakrament pokuty i pojednania, nazywany popularnie spowiedzią, jest najtrudniejszym sakramentem. Oczywiście nie dla bogatego w miłosierdzie Boga, który chętnie udziela przebaczenia. To sakrament trudny dla nas, spowiadających się. Uznać własny grzech, przyznać się do niego, żałować i obiecać poprawę to dla
O tym, jakim spowiednikiem był o. Pio, opowiada o. Piotr Jordan Śliwiński OFM Cap. Marcin Jakimowicz: Ojciec Pio potrafił odczytać intencje penitenta? Ojciec Piotr Jordan Śliwiński: Potrafił. Miał dar wglądu w sumienia. Zdarzało się, że gdy penitent zapomniał o wyznaniu jakiegoś grzechu albo chciał coś zataić przed spowiednikiem, słyszał: „A tego grzechu mi nie powiesz?”. Jest wiele takich udokumentowanych historii. Mało komfortowa sytuacja dla penitenta. Czuje się prześwietlony na wylot. Jak w pokoju zwierzeń w „Big Brotherze”… I równie mało komfortowa sytuacja dla spowiednika. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Wiesz, że reprezentujesz w konfesjonale samego Boga, a ktoś próbuje oszukać Najwyższego. Możesz zadać pytanie: „Człowieku, do kogo tyś tu przyszedł? Do słynnego spowiednika czy do samego Boga?”. „Ojciec Pio był bardzo wymagający – opowiadał o. Marciano Morra, który go znał. – Nie znosił ludzi, którzy przychodzili do niego jedynie z ciekawości”. „Nie znosił ludzi…” to chyba za dużo powiedziane. Na pewno nie znosił haseł: „Ooo, to ten słynny ojciec Pio!”. Reagował na to niezwykle alergicznie. Nie dotyczyło to tylko spowiedzi. Ostro traktował również gapiów, którzy przyszli pooglądać jego stygmaty. Jest sfilmowana mocna scena, gdy o. Pio odgania ciekawskich, chcących go dotknąć, cingulum, czyli sznurem, którym był przepasany. Przez cały czas starał się zachować dystans, robił wszystko, by nie przesłonić ludziom samego Chrystusa. Giovanni di Prato, znany włoski antyklerykał, poprosił o. Pio o spowiedź. „Wynoś się!” – usłyszał. Komunista był uparty: „Nie!”. „Albo ty stąd wyjdziesz, albo ja” – odpowiedział kapucyn, a ponieważ di Prato się nie ruszył, o. Pio wstał i wyszedł z konfesjonału. Stygmatyk był stanowczy, uparty, ale był też, pamiętajmy, Włochem! Z całym temperamentem, jakim Bóg obdarzył tę nację. Trafił Włoch na Włocha, a to zawsze jest mieszanka wybuchowa. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Ojciec Pio korzystał z nadzwyczajnych darów i jeśli poznał, że penitent nie przyszedł po to, by wyznać grzechy, reagował niezwykle stanowczo. Kiedy był młodszy, spowiadał cały dzień. Potem zredukował ten czas z 17 do 10 godzin dziennie – opowiadali współbracia. Kiedy miał czas na modlitwę? Miał czas i na modlitwę, i na rozmowy z braćmi, i na rekreację. Choć rzeczywiście został zapamiętany jako człowiek konfesjonału. Spowiadał krótko. Udzielał zwięzłych, prostych, kilkuzdaniowych rad duchowych. To nie były długie, wylewne porady. Konkret. „By u niego wyznać grzechy, trzeba było załatwić w biurze spowiedzi bilet – wspominał jego sekretarz. – Do konfesjonału stały dwie kolejki: jedna przybyszów z daleka, druga wieśniaków z okolicy, tzw. dzieci duchowych o Pio”. Bardzo szczególnie traktował swe duchowe dzieci. Szczególnie, co nie znaczy z taryfą ulgową. Prowadził je w wierze, stawiał jasne, konkretne wymagania. W San Giovanni Rotondo rozmawiałem z kilkoma takimi osobami. Ojciec Pio był konkretny do bólu. Do historii przeszła opowieść jednego z penitentów. Jego problemem było to, że straszliwie krzyczał na swą matkę. Ojciec Pio tłumaczył mu, jak ma sobie z tym poradzić, ale gdy pewnego dnia ten człowiek znów urządził matce awanturę, o. Pio zjawił się obok niego (skorzystał z daru bilokacji) i, nie owijając w bawełnę, dał mu w pysk. A gdy potem spotkali się w klasztorze, rzucił: „Na drugi raz dostaniesz jeszcze mocniej”. Sam podobno krzyczał, był niezwykle impulsywny… A potem, o czym niewiele się mówi, długo pokutował! Pamiętam spotkanie grup o. Pio z o. Morrą: „Kim był o. Pio?” – zapytał jego sekretarz. „Stygmatykiem”, „świętym”, „mistykiem” – padały odpowiedzi. „W pierwszym rzędzie grzesznikiem!” – odparł kapucyn. „Ciągle się nawracał”. Zdarzało mu się tracić cierpliwość i krzyczeć na penitenta, a potem przez pół nocy leżeć krzyżem i za tę osobę się modlić! Prosił wówczas, by jego zachowanie, ostre słowa nie zraziły tego człowieka do Kościoła, ale doprowadziły go do nawrócenia. Niewiele mówi się o tej stronie pokutnej… Jak spowiada się w San Giovanni Rotondo? Przesiedziałem w tamtejszych konfesjonałach dwa i pół miesiąca. Charakterystyczny obrazek? Długie kolejki do spowiedzi. Spotykasz mnóstwo ludzi, którzy nie zamierzali się wcale spowiadać, ale na miejscu poczuli taką potrzebę. Pamiętam osobę, która spowiadała się po… 70 latach. „Jestem przejazdem – opowiadała – i poczułam, że muszę podejść do konfesjonału”. Przeżyła spowiedź życia. Często penitenci opowiadali: „Czuję zapach fiołków, róż. Co to oznacza?”. Odpowiadałem: „Te wszystkie fiołkowe zapachy to mały pikuś. To nieważne. Istotne jest to, czy chcesz się nawrócić. Czy będziesz bardziej kochał Jezusa”. Nie wszyscy mieli takie intencje. Aleksander Wat wyszedł po rozmowie ze stygmatykiem wzburzony. Pisarz, poeta, filozof przyjechał schorowany wiosną 1957 roku. Szukał lekarstwa na ból. „Odepchnął mnie od konfesjonału z krzykiem, kiedy dowiedział się, że ani razu się nie spowiadałem. (…) Rzadko wdziałem dusze tak antychrystusowe jak osławiony padre Pio” – pisał rozgoryczony w „Moim wieku”. Musimy zrozumieć całą złożoność sytuacji. Wat nie potrafił poradzić sobie z zespołem bólu neurologicznego. Doprowadzał go do szaleństwa. Gdy znajomi załatwili mu „rękawiczkę” o. Pio, przykładał ją sobie do głowy, szukając recepty na ból. Troszkę na poziomie magicznym. Szukał ukojenia. Jego żona – Paulina Watowa (znana jako Ola) – nie do końca mogła zrozumieć tę sytuację: Aleksander, taki racjonalista, a przykłada sobie cuchnącą jodyną i krwią rękawiczkę. Wiemy, że spotkanie ze stygmatykiem było pełne napięć. Ojcu Pio, mówiłem już o tym, zależało na nawróceniu penitenta, skierowaniu jego wzroku w stronę Chrystusa. Pewnie stąd tak mocna reakcja… „Podczas rozgrzeszenia, gdy kreślił znak krzyża, trzęsła mu się ręka. Tak dobitnie wypowiadał: »Ja odpuszczam tobie grzechy«, że czuło się, iż faktycznie zdejmuje z człowieka ciężar” – opowiadali świadkowie. Czy to nie jest dorabianie pobożnej ideologii do tego gestu? Dobrze, że o to pytasz, bo wydaje mi się, że zbyt skupiamy się na cudownych spowiedziach u świętego z Pietrelciny, zapominając, że każda spowiedź jest cudowna. Ludzie szukają niezwykłości. A najbardziej niezwykłą rzeczą w spowiedzi (każdej, nie tylko u stygmatyka!!!) jest to, że kapłan wypowiada w imieniu Boga słowa: „Odpuszczam tobie grzechy”. Czego chcieć więcej? Jakich większych znaków mamy szukać? W San Giovanni Rotondo widziałem mnóstwo cudów. Ale nie tam, gdzie wszyscy. Nie w zapachach róż i fiołków, ale w spowiedziach po latach, w nawróceniach ludzi.•Często ofiary wykorzystywania seksualnego mają bardzo silne poczucie ubrudzenia, zbrukania, wstydu, zdarza się, że czują się współwinne. Należy jej powiedzieć, że to ona jest poszkodowana i nie zaciągnęła żadnej winy moralnej – mówił kapucyn o. Piotr Jordan Śliwiński w rozmowie z Ewą Buczek w 2011 roku. Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8-9/2011. Ewa Buczek: Czy możemy powiedzieć, że pedofilia jest problemem polskiego Kościoła? Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.: Pedofilia jest złem, które dotyka całe społeczeństwo. A Kościół nie jest przecież poza społeczeństwem, więc to zło również trafia się wewnątrz Kościoła. W takich sytuacjach problem jest szczególnie bolesny, bo pojawiają się pytania o wierność Chrystusowi, która powinna owocować większą wrażliwością na zło. Dlatego w środowisku ludzi wierzących reakcje na takie nadużycia mogą być nieproporcjonalnie mocne do skali zjawiska. Nie możemy natomiast powiedzieć, że jest to problem całej instytucji, ale że jest to problem konkretnych ludzi, a co za tym idzie – reakcji instytucji na problemy jej członków. Temat księży pedofilów jest bardzo nośny medialnie, ale wiemy ze statystyk, że w olbrzymiej większości przestępstwa seksualne na nieletnich popełniają osoby z najbliższego otoczenia dziecka, z rodziny, z kręgu przyjaciół. Pedofilia wśród duchownych to mała część dużo szerszego problemu. Niektórzy twierdzą, że pedofilia jest powiązana z celibatem… – Badania pokazują, że to nieprawda. W przeważającej części sprawcami nadużyć seksualnych wobec dzieci są ludzie, którzy żyją w związkach heteroseksualnych, mają zwyczajne rodziny, a obok tego wszystkiego rodzi się ich perwersja seksualna. Media donoszą o kolejnych skandalach pedofilskich z udziałem księży, to stwarza wrażenie, że dziś duchowni mają większe problemy ze swoją seksualnością niż kiedyś. – Musimy pamiętać, że kultura z jednej strony jest coraz bardziej permisywna i promuje tolerancję dla różnych zachowań seksualnych w społeczeństwie, a z drugiej strony jest coraz bardziej represywna wobec zachowań duchownych. Dobrym przykładem jest tutaj problem homoseksualizmu – te same media będą piętnowały homoseksualnego duchownego i domagały się poszanowania praw środowisk homoseksualnych – medialne myślenie o tym zagadnieniu charakteryzuje pewne rozdwojenie. Ponadto księża nie żyją w okopach Świętej Trójcy! Niegdyś klauzura stwarzała przestrzeń intymności do modlitwy, studiów, kontemplacji. Dziś nadal kobiety nie mogą bez pozwolenia przełożonego wejść za klauzurę, ale poprzez telewizję i internet znajdują się tam codziennie. Nie fizycznie, ale przez obrazy. Nie będziemy przecież zakładać filtrów internetowych, klasztor to nie państwo totalitarne. Przeżywamy te same próby i te same problemy. Nawet jeśli wśród pedofilów księża stanowią mniejszość, to czy nie powinno się dokonywać surowszej selekcji kandydatów do kapłaństwa? – To nie jest kwestia odsiewania ludzi, którzy mogą być potencjalnymi pedofilami, ale właściwej formacji seminaryjnej. Wiadomo, że musimy wydłużać formację, bo to już dzisiaj konieczność. A dłuższa formacja oznacza między innymi także częstsze używanie instrumentów psychologicznych. Weryfikuje się w ten sposób coraz mocniej stopień dojrzałości kandydata, zarówno psychologicznej, jak i religijnej. W starożytnym chrześcijaństwie katechumen, który stawał do chrztu, podejmował radykalną decyzję, musiał przyjąć przed Chrystusem całe swe dotychczasowe życie. A dziś zdarza się, że nawet kandydaci do święceń nie są w pełni pogodzeni ze swoim życiem! Kleryk musi mieć podstawową znajomość siebie, znać własne ograniczenia, wyrazić zgodę na swoje życie. Głupi ksiądz to zagrożenie dla Kościoła W naszej formacji kapucyńskiej kandydat na zakonnika najpierw przechodzi przez roczny postulat – nosi świecki strój, mówi się do niego per pan, wyjeżdża do rodziny, żeby mógł samodzielnie podjąć decyzję o powrocie do zakonu, ma swoje odrębne modlitwy. Postulat to z jednej strony czas na egzystencjalne przepracowanie katechizmu, a z drugiej intensywna praca nad formacją ludzką, możliwość wsparcia psychologicznego czy duchowego. Jeżeli prowadzący postulat uzna, że młody człowiek potrzebuje więcej czasu, to może go zatrzymać na tym etapie jeszcze przez rok, dać mu możliwość spokojnej poprawy sytuacji. Dopiero potem kandydat rozpoczyna nowicjat, czyli wchodzi w podstawową strukturę zakonną. Przez rok uczy się zakonnego abecadła, odpowiedzialności, życia we wspólnocie. I po tym czasie, jeżeli wyrazi taką wolę i wspólnota ją poprze, składa pierwsze śluby, a w pięć lat później składa śluby wieczyste. W naszym zakonie wprowadziliśmy po pierwszych dwóch latach formacji, poświeconych problematyce filozoficznej, rok „franciszkańsko-duszpasterski”, przez pierwsze półrocze młodzi bracia przechodzą bardzo intensywną formację skupioną wokół naszego charyzmatu – posługują ubogim, chodzą do hospicjum, utrzymują kontakt z ludźmi potrzebującymi, a przez drugie pół roku są na naszych placówkach, żeby zobaczyli, jak żyją bracia, posmakowali codzienności w innych domach zakonnych niż ich seminaryjny, żeby poznali inne problemy i zdobyli nowe doświadczenia. W ten sposób wspólnota próbuje pomóc im w dojrzewaniu do ostatecznej decyzji włączenia się w nasze życie. Wspomina Ojciec o wydłużaniu formacji, a przecież spada odsetek powołań i seminaria zaczynają już medialne kampanie promocyjne, by przyciągnąć kandydatów do kapłaństwa. To może rodzić pokusę obniżenia poprzeczki wymagań. – Nie zauważyłem w naszym seminarium takiej pokusy. Oczywiście dostrzegam ogólne obniżenie poziomu wykształcenia. Nasi klerycy są przedstawicielami pokolenia, które ma problem z przyswajaniem podstawowych treści humanistycznych, z recepcją tekstu, z czytaniem ze zrozumieniem. To obecnie duży problem na wszystkich uczelniach, ale czy przez to obniżać poprzeczkę? Od lat z uśmiechem powtarzam, że głupi ksiądz to zagrożenie dla Kościoła. Jest Ojciec dyrektorem Szkoły dla Spowiedników i z wieloma problemami styka się zapewne Ojciec właśnie w perspektywie konfesjonału. Potencjał tego miejsca jest ogromny, bo to przestrzeń wysokiego zaufania i niektórzy ludzie są tam zdolni wyznać rzeczy, których nie powiedzieliby otwarcie żadnemu terapeucie, żadnemu przyjacielowi, nikomu. Czy spowiednicy są przygotowani na to, że mogą w konfesjonale usłyszeć od kogoś o grzechu pedofilii? – Psychologowie mówią, że większość ludzi, którzy popełniają ten straszny grzech, jest egosyntoniczna, to znaczy włącza czyny pedofilskie tak silnie w swoją osobowość, że stają się one całkowicie akceptowalne przez ego, więc ludzi ci nie są w stanie ocenić moralnie własnego działania i odrzucić tego, co w nim złe. Dlatego tak niewielu z nich dobrowolnie trafia na terapię albo przychodzi do spowiedzi. My, spowiednicy, częściej spotykamy się z ofiarą. I jak taka sytuacja wygląda? – Ja mogę powiedzieć, jak próbujemy przygotowywać do takiej sytuacji księży w Szkole dla Spowiedników. Co kapłan może zrobić? Wiadomo, że nie jest terapeutą i absolutnie nie powinien próbować przeprowadzać w konfesjonale terapii, bo zazwyczaj przynosi to więcej szkód niż pożytku. Nawet jeśli duchowny jest psychologiem, to na pewno nie może łączyć psychoterapii z sakramentem pokuty. Kapłan przede wszystkim musi nazwać rzecz po imieniu. Potwierdzić, że został popełniony straszny grzech, że wyrządzono ogromne zło, obojętnie kto był sprawcą. Często ofiary mają bardzo silne poczucie ubrudzenia, zbrukania, wstydu, zdarza się także, że ofiara odczuwała jakiś rodzaj przyjemności seksualnej i nie może sobie z tym poradzić, bo czuje się współwinna. Należy jej powiedzieć, że to ona jest poszkodowana i nie zaciągnęła żadnej winy moralnej. Ponadto kapłan musi zapewnić, że Bóg jest po stronie ofiary. I dopiero wtedy zaproponować ścieżki możliwej pomocy. Pokazać ścieżkę terapeutyczną, która jest konieczna, i ewentualnie zaoferować także wsparcie w postaci kierownictwa duchowego, stałej spowiedzi. To ostatnie jest bardzo istotne, bo w sytuacji wykorzystywania seksualnego u ofiary pojawia się często pytanie: „Dlaczego Bóg do tego dopuścił?”. Wtedy właśnie ważne jest to duchowe towarzyszenie. Osoby skrzywdzone przez duchownych mają często poczucie, że ujawnienie ich doświadczenia zrani cały Kościół, bo da przeciwnikom Kościoła argumenty do jeszcze głośniejszej krytyki. – W tym przypadku najważniejsza jest wierność Ewangelii, a nie solidarność instytucjonalna. Kościół ma głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. W sakramencie pokuty mam świadomość, że jestem przedstawicielem Kościoła, ale jestem nim z mandatu Chrystusa. Dlatego ofierze trzeba przede wszystkim mówić, że Bóg jej nie opuścił w jej cierpieniu, nawet jeśli to jest ono trudne do przyjęcia. To cierpienie jest niekiedy tak dojmujące, że trzeba wiele czasu i modlitwy, aby ofiara mogła dojść do pojednania z Bogiem. Spowiednik musi jasno pokazać, że to ofiara jest w centrum, że Kościół jest nastawiony przede wszystkim na pomoc ofierze a nie na usprawiedliwianie sprawcy. Odpowiednie formacyjne przygotowanie spowiednika jest tu bardzo istotne. A co się dzieje, gdy do konfesjonału przychodzi matka, która obawia się o własne dziecko? – Pamiętajmy, że to już nie jest zakres stricte sakramentu pokuty, a raczej porady duszpasterskiej. Może się zdarzyć, że przy okazji sakramentu ktoś o coś takiego zapyta, wtedy konieczne jest wskazanie psychologa i wytłumaczenie, że dzisiejsza psychologia dysponuje odpowiednimi narzędziami, aby zweryfikować takie podejrzenie, a przygotowany psycholog jest w stanie pomóc jej dziecku, jeżeli tylko rozpozna, że dzieje się coś złego. Zawsze trzeba się trzymać drogi terapeutycznej i diagnostycznej, bo pierwszą zasadą jest ochrona i pomoc ofiarom. Co do tego nie ma wątpliwości. A czy kapłan wie, gdzie konkretnie może wysłać ofiarę molestowania seksualnego? – Ksiądz, który przychodzi do nowej parafii i zaczyna tam posługiwać, powinien pozbierać informacje, gdzie jest centrum interwencyjne dla bitych kobiet, gdzie można uzyskać pomoc psychologiczną, wsparcie materialne, gdzie jest noclegownia dla bezdomnych i tak dalej. Dziś taka wiedza jest bardzo często potrzebna. Tylko czy wszędzie znajdują się odpowiednie poradnie i punkty konsultacyjne? Czy proboszcz malutkiej parafii w górach też może znaleźć w swojej okolicy odpowiednią pomoc dla poszkodowanych? – Naturalnie. W każdym powiecie musi być ośrodek wsparcia uzależnionych i współuzależnionych, który często też zajmuje się interwencją w sprawach przemocy i posiada wykwalifikowany personel. Tam można znaleźć pomoc lub przynajmniej uzyskać informację, gdzie jej szukać. Proboszcz często nie musi sam organizować pomocy terapeutycznej lub socjalnej, czasami wystarczy, że porozumie się z władzami samorządowymi i podzieli obowiązkami. Myślę że tu są ciągle olbrzymie możliwości współpracy na najniższym lokalnym poziomie. Czy skandale pedofilskie czegoś nas nauczyły? – Myślę, że weryfikuje się ciągle nasze myślenie o Kościele. Jest on święty, świętością swego Założyciela, ale jest też wspólnotą grzeszników i musi się ciągle nawracać. Z drugiej strony wzrasta przekonanie, że dziś księża pracujący z dziećmi muszą mieć odpowiednie przeszkolenie. Konieczna jest świadomość, że kulturowo akceptowalne spontaniczne gesty – jak posadzenie dziecka na kolanach, pogłaskanie po głowie – mogą czasem być interpretowane zupełnie opacznie. Dlatego ksiądz powinien przejść szkolenie psychologiczne i mieć świadomość granic. Nie musi bać się wszystkiego, ale musi od razu widzieć, jakie są granice dopuszczalnej bliskości. Najważniejsza jest wierność Ewangelii, a nie solidarność instytucjonalna W sytuacji duszpasterskiej rzucenie podejrzenia na kogoś jest dosyć łatwe. O tym się stosunkowo mało mówi, a przecież trzeba wypracować odpowiednie narzędzia weryfikacji wnoszonych oskarżeń zanim wyda się wyrok. Niekiedy informacje o nadużyciach seksualnych bywają wykorzystywane manipulacyjnie, zwłaszcza gdy dotyczą wydarzeń sprzed wielu lat. To jest szalenie delikatna sprawa, bo z jednej strony trzeba otoczyć należytą troską ofiarę, a z drugiej nie zapominać, że w trudnej sytuacji duchowny musi mieć wsparcie od swoich przełożonych, bo jego też obejmuje zasada domniemanej niewinności. A jeśli wina zostanie udowodniona? Pojawiają się zarzuty, że postawa Kościoła bywa zbyt miłosierna… – Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary temu przeczą, podobnie jak słynna wypowiedź Benedykta XVI z homilii na zakończenie Roku Kapłańskiego: „usilnie prosimy o przebaczenie Boga i osoby pokrzywdzone, zapewniając, że pragniemy uczynić wszystko, co możliwe, aby już nigdy więcej nie doszło do takich nadużyć, oraz obiecując, że przy dopuszczaniu do kapłaństwa i w trakcie formacji przygotowującej do niego zrobimy wszystko, co możliwe, aby ocenić autentyczność powołania”. Pamiętajmy jednak, że nawet usunięcie kogoś ze stanu duchownego czy zakazanie posługi pasterskiej, nie jest jednoznaczne z definitywnym potępieniem człowieka. Kary kanoniczne są nakładane po to, żeby ktoś się nawrócił, zszedł ze złej drogi, a nie po to, żeby mu odebrać nadzieję na Boże miłosierdzie. Skandale pedofilskie nadszarpnęły zaufanie społeczne do Kościoła. Czy to nie jest dobry moment na pracę nad odbudowaniem pozytywnego wizerunku i promocję obrazu zdrowych relacji wewnątrz Kościoła? – Powinniśmy pokazywać w mediach dobre przykłady zaangażowania duchownych w życie społeczeństwa, bo to jest potrzebne. Ale musimy uważać, żebyśmy się nie koncentrowali tylko na public relations. Posługą Kościoła nie jest kreowanie wizerunku księdza, ale głoszenie Ewangelii. My wcale nie mamy być mili. Mam wrażenie, że dziś za mało krzyczymy o ważnych sprawach społecznych, wobec których nie powinno się milczeć, np. na temat prostytucji czy lichwiarstwa, które w Polsce cały czas istnieją, a prawie się o nich nie mówi. Czasem należy krzyknąć, żeby kogoś obudzić, żeby mu pokazać, że sytuacja może być zła, ale jego życie tutaj jest drogą, jest ciągłą szansą na nawrócenie. Zwiastowanie człowiekowi wyzwolenia w Chrystusie, aby on mógł sam się od tego zła oderwać – to jest zadanie Kościoła. Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8-9/2011. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap. – ur. 1963. Kapucyn, dr filozofii, adiunkt w Katedrze Lingwistyki Komputerowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładowca kapucyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Dyrektor Szkoły dla Spowiedników, członek Zespołu Laboratorium WIĘZI. Opublikował „Grzechy w kratkę” (wywiad-rzeka o spowiedzi), „Reguły życia. W rodzinie i zakonie”. Współautor książek „Kościół a spirytyzm”, „Kościół a reinkarnacja”. Mieszka w Krakowie.
Ojciec Jordan Śliwiński na przekór naszym stereotypowym wyobrażeniom pokazuje, że pokuta jest drogą do pełni życia, otwarciem się na drugiego człowieka, a przede wszystkim powrotem do bliskiej relacji z Bogiem. Pokuta to zaproszenie do tego, żeby swoje "ja" pozbawić tronu, wprowadzić tam Boga i otworzyć się na drugiego człowiekaOdkryj siłę dojrzałego rachunku sumienia Czujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać? Męczy cię powtarzanie formuł, które wydają ci się nieadekwatne do twojej sytuacji i twojego wieku? Uważasz, że sakrament pokuty nic ci nie daje? Dowiedz się: Co tak naprawdę dzieje się podczas spowiedzi? Jak mentalnie przygotować się do sakramentu pokuty? Kiedy rzeczywiście mamy do czynienia z grzechem? Co zrobić z emocjonalnym brakiem żalu za grzechy? Przeczytaj tę książkę, a twoja spowiedź stanie się prawdziwym spotkaniem z Bogiem. Dodatkowo: praktyczny rachunek sumienia w punktach oraz modlitwa po spowiedzi. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap – jeden z najpopularniejszych spowiedników w Polsce, autorytet księży oraz penitentów, kierownik duchowy osób konsekrowanych i świeckich, rekolekcjonista. Autor siedmiu książek oraz dwóch cykli programów telewizyjnych poświęconych spowiedzi: Duchowy oddział ratunkowy i Z ojcem Jordanem przez kratki. Mieszka w Skomielnej Czarnej niedaleko Krakowa. Data wydania: 2018-09-13 ISBN: 978-83-277-1595-1, 9788327715951 Wydawnictwo: WAM Stron: 80 dodana przez: chudini0505 - Poziom w światowej czołówce jest tak wyrównany, że cały czas trzeba wykonywać małe kroki naprzód - mówi Arsen Śliwiński, zawodnik AZS-u Politechniki Opolskiej, srebrny i brązowy OpisOdkryj siłę dojrzałego rachunku sumienia Czujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać? Męczy cię powtarzanie formuł, które wydają ci się nieadekwatne do twojej sytuacji i twojego wieku? Uważasz, że sakrament pokuty nic ci nie daje? Dowiedz się: Co tak naprawdę dzieje się podczas spowiedzi? Jak mentalnie przygotować się do sakramentu pokuty? Kiedy rzeczywiście mamy do czynienia z grzechem? Co zrobić z emocjonalnym brakiem żalu za grzechy? Przeczytaj tę książkę, a twoja spowiedź stanie się prawdziwym spotkaniem z Bogiem. Dodatkowo: praktyczny rachunek sumienia w punktach oraz modlitwa po spowiedzi. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap - jeden z najpopularniejszych spowiedników w Polsce, autorytet księży oraz penitentów, kierownik duchowy osób konsekrowanych i świeckich, rekolekcjonista. Autor siedmiu książek oraz dwóch cykli programów telewizyjnych poświęconych spowiedzi: Duchowy oddział ratunkowy i Z ojcem Jordanem przez kratki. Mieszka w Skomielnej Czarnej niedaleko Krakowa. W KRATKE / Piotr Jordan OFMCap Sliwinski, Znak, 24,03 zl, okladka , Sto tysiecy przecenionych ksiazek, sprawdz teraz!Grzechy w kratke. O spowiedzi z ojcem Piotrem Jordanem Sliwinskim OFMCap rozmawiaja - Kazdy, kto choc raz sie spowiadal, ma wlasne doswiadczenia, watpliwosci i pytania
Zmarł ojciec Klemens Śliwiński, 88-letni franciszkanin z Łagiewnik. Wśród łodzian znany był jako doświadczony spowiednik. Ojciec Śliwiński w zakonie spędził 69 lat. Był doktorem prawa kanonicznego, opiekunem pielgrzymów w Asyżu i gwardianem klasztoru w łódzkich najbardziej znany był jako spowiednik. Przez 10 lat był przełożonym spowiedników z Watykanu. Wśród franciszkanów mówi się, że spowiadał się u niego sam Jan Paweł Ojciec był bardzo powściągliwy - przyznaje ojciec Ireneusz Klimczyk, gwardian klasztoru w Łagiewnikach. - Nigdy nie mówił ani kto się u niego spowiadał, ani tym bardziej z Jan Paweł II doceniał jego zasługi w konfesjonale i w podziękowaniu podarował mu swoją stułę, w której sam spowiadał. Wisi ona w łagiewnickim kościele po prawej stronie ołtarza przy wejściu do lata życia ojciec Klemens spędził w łódzkim klasztorze. Często dyżurował w konfesjonale, zawsze miał wielu chętnych. - Nawet gdy już leżał przychodzili do niego ludzie z prośbą o spowiedź. Jednak od pół roku już się tego nie podejmował - mówi ojciec okres życia zakonnik spędził w łagiewnickim szpitalu. Zmarł w piątek po południu z powodu choroby układu oddechowego. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w poniedziałek o godz. 12 w sanktuarium św. Antoniego z Padwy przy 185 w Łodzi.
Nekrolog Piotr Śliwiński, Poznań, 03.11.2012 - zobacz nekrolog, kondolencje, wyrazy współczucia najbliższych osób oraz wspomnienia osoby zmarłej na Nekrologi Wyborcza.plSklep Książki Religie i wyznania Inne Opis Opis Niezwykła rozmowa o pokusach, spowiedzi i grzechach w kratkęKto wymyślił spowiedź?Czym różni się spowiedź od psychoanalizy?Po co nam rachunek sumienia?Czy spowiedź może prowadzić do nerwicy?Długa kolejka do spowiedzi, nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, liczenie grzechów w pamięci, pospieszne „klepanie formułek” i czekanie na to, kiedy spowiednik trzy razy zastuka w konfesjonał. To doświadczenia, które ma większość z nas. Ale czy spowiedź zawsze musi wyglądać w ten sposób? Ojciec Piotr Jordan Śliwiński, dyrektor krakowskiej Szkoły dla Spowiedników, pokazuje sakrament pojednania od zupełnie innej strony. Rozwiewa mity, tłumaczy nieporozumienia, wyjaśnia, czym jest istota dobrej spowiedzi, żalu za grzechy i pokuty. Ta niezwykła rozmowa pomoże każdemu, kto chce dobrze przygotować się do spowiedzi i dobrze ja zawiera także miniprzewodnik Spowiedź krok po kroku oraz dwa wzory rachunku sumienia. Dane szczegółowe Dane szczegółowe ID produktu: 1064026993 Tytuł: Grzechy w kratkę. O spowiedzi z ojcem Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCAP rozmawiają Elżbieta Kot i Dominika Kozłowska Autor: Śliwiński Piotr , Kozłowska Dominika , Kot Elżbieta Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 312 Numer wydania: II Data premiery: 2013-02-20 Rok wydania: 2013 Forma: książka Indeks: 12480791 Recenzje Recenzje Śliwiński Piotr Kozłowska Dominika Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane
Piotr Jordan Śliwiński. W Skomielnej Czarnej w dniach od 26 lutego do 9 marca odbyły się dwie kolejne sesje. Dwudziestu księży uzyskało dyplom ukończenia Szkoły dla Spowiedników – poinformował KAI jej dyrektor o.Piotr Jordan Śliwiński OFMCap ( ilość produktów: 2 ) Rachunek sumienia z ojcem Jordanem - Piotr Jordan Śliwiński OFMCap9,15 zł / wydania: 2018Strony: 80Autorzy: Piotr Jordan Śliwiński OFMCapOprawa: broszurowaFormat: 11,5x16 cmISBN: 9788327715951Radość z powrotu, o pokucie chrześcijańskiej - Piotr Jordan Śliwiński OFMCap17,02 zł / Piotr Jordan Śliwiński OFMCapISBN: 9788327717382
Piotr Paziński: – Pamiętam z dzieciństwa głównie starych ludzi. Może dlatego, że oni wszyscy trzymali się razem, żydowskie rodziny po wojnie były małe, zatomizowane, część wyemigrowała. Natomiast wiele było ciotek, przyszywanych wujków, których cały tłum się kłębił zawsze w domu.Odkryj siłę dojrzałego rachunku sumieniaCzujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać? Męczy cię powtarzanie formuł, które wydają ci się nieadekwatne do twojej sytuacji i twojego wieku? Uważasz, że sakrament pokuty nic ci nie daje? Dowiedz się:Co tak naprawdę dzieje się podczas spowiedzi?Jak mentalnie przygotować się do sakramentu pokuty?Kiedy rzeczywiście mamy do czynienia z grzechem?Co zrobić z emocjonalnym brakiem żalu za grzechy?Przeczytaj tę książkę, a twoja spowiedź stanie się prawdziwym spotkaniem z praktyczny rachunek sumienia w punktach oraz modlitwa po Jordan Śliwiński OFMCap – jeden z najpopularniejszych spowiedników w Polsce, autorytet księży oraz penitentów, kierownik duchowy osób konsekrowanych i świeckich, rekolekcjonista. Autor siedmiu książek oraz dwóch cykli programów telewizyjnych poświęconych spowiedzi: Duchowy oddział ratunkowy i Z ojcem Jordanem przez kratki. Mieszka w Skomielnej Czarnej niedaleko Krakowa.
- Լεδоςа ахрኩሃезуκօ ጵбኛμуርυв
- Ср зሐժиброшը θвсицኹሥιфα
- Ξадε оւи
- ጊኾօде α
- Кխхωρ оше
- Угавруд ιнο е
- Քէт λንλ օклаጲጀዪ պ
- Թቩшοлуጾ еглег
- Οкθսоцօհ րеኻюχа
- Խሡικ фաፍеνитвыг ኔδы օстሑбиբе
- Ճեф уζաղи