Mąż mi pomoże. I ks. Twardowski. Bo jestem pewna, że „Serce za serce, czyli to znaczy kochać" i inne tomiki autorstwa księdza-poety będziemy czytać wspólnie z Ignasiem.84% Wyobraź sobie, że Eliza zdecydowała się opuścić dom rodzinny - napisz list pożegnalny do ojca. 84% Wyobraź sobie, że wznosisz się na skrzydłach.
Jan Twardowski (1915- 2006), ksiądz katolicki, poeta, kaznodzieja. Jan Twardowski - biografia skrócona Jan Twardowski urodził się i wychował w Warszawie. W latach 1933-1935 był jednym z redaktorów pisma młodzieży gimnazjalnej „Kuźnia Młodych”. Debiut poetycki miał miejsce w roku 1933. Pierwsze utwory, zwłaszcza zawarte w zbiorze Powrót Andersena z roku 1937 były podobne do poezji Skamandrytów. W roku 1937 Twardowski rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, przerwane ze względu na napaść III Rzeszy na Polskę we wrześniu roku 1939. Podczas okupacji kształcił się na tajnym kursie warszawskiego Seminarium Duchownego. Angażował się w pracę konspiracyjną, a po 1 sierpnia 1944 przyłączył się do oddziałów Armii Krajowej walczących w Powstaniu Warszawskim. W roku 1947 ukończył przerwane w r. 1939 studia filologiczne oraz seminarium kapłańskie. Święcenia przyjął w roku 1948; pierwszym miejscem posługi była wiejska parafia w Żbikowie na Mazowszu, od roku 1953 Twardowski znów przebywał w Warszawie. Sześć lat później został rektorem kościoła Sióstr Wizytek. Uznanie jako poeta Jan Twardowski zyskiwał stosunkowo wolno, najpierw w kręgu czytelników „Tygodnika Powszechnego” (wiersze ukazywały się w l. 1946-1952 oraz od r. 1957) oraz wśród literatów i pisarzy związanych blisko z Kościołem ( wydany przy wsparciu Jerzego Zawieyskiego zbiór Wiersze z r. 1959). Z czasem liryka autora Zeszytu w kratkę stawała się popularna i ceniona nie tylko w szerokich kręgach czytelniczych, lecz i wśród krytyków o różnych światopoglądach. Na przełomie XX i XXI wieku Jan Twardowski należał do najwyżej cenionych i najchętniej czytanych polskich poetów. Począwszy od tomików Znaki ufności z r. 1970, Poezji wybranych wydanych w r. 1979 oraz Niebieskich okularów (1980), ukazują się kolejne wznowienia i wybory, np. Nie przyszedłem pana nawracać. Wiersze 1945-1985, które w latach 1989-1998 doczekało się aż jedenastu wydań. W roku 1990 wyszedł zbiór Sumienie ruszyło i nowe wiersze, trzy lata później Wiersze, następnie Spieszmy się kochać ludzi (1994, kolejne wydanie 1999), Trzeba iść dalej czyli spacer biedronki. Wiersze wszystkie 1981-1993, wydane w r. 1994 oraz Miłość za Bóg zapłać (również 1994) i Jak tęcza, co sobą nie zajmuje miejsca z r. 1997. Ksiądz Jan Twardowski otrzymał liczne nagrody: ministra kultury i sztuki za twórczość literacką (1997), Nagrodę imienia Brata Alberta (1978), polskiego Pen Clubu im. Roberta Gravesa, przyznaną w r. 1980, Nagrodę im. Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego (1983). Ponadto, w r. 1995 Twardowskiemu przyznano Nagrodę im. Franciszka Karpińskiego, zaś rok później im. Władysława Reymonta i ks. Jana Pasierba. W roku 1999 został doktorem honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego a także otrzymał przyznawaną przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich Nagrodę Złotego Feniksa. Wiersze religijne Twardowskiego dystansują się od typowych, zastanych konwencji poezji dewocyjnej oraz od racjonalistycznych spekulacji teologicznych. Liryka przybiera zwykle formę osobistego wyznania, rozmowy oraz modlitwy (por. dzieła św. Augustyna). Twórczość staje się przekazem wiary, które wyrasta z doświadczeń gromadzonych przez Pisarza w związku z posługą kapłańską, nie tylko na ambonie i w konfesjonale. Z katechizacją wiążą się często wznawiane „rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi”, poruszające kwestie modlitwy i wiary ( Zeszyt w kratkę z r. 1973, Patyki i patyczki (1987), Najnowszy zeszyt w kratkę z r. 1997). Poszczególne liryki wyrażają postawę ufną i otwartą (perspektywa dziecka, franciszkanizm), są przy tym wyczulone na specyfikę mentalności człowieka współczesnego, racjonalnego w modernistycznym sensie, na pozór konsekwentnie rozmijającego się z wiarą i wszelką ortodoksją, lecz w głębi serca, instynktownie odczuwającego jej głód (człowiek z natury otwarty na Boga – capax Dei). Zwraca uwagę solidarność z cierpieniem i ułomnością połączona z fascynacją pełnią i różnorodnością życia, stworzonego przez Boga – źródło doskonałego piękna. Charakterystyczne dla utworów Jana Twardowskiego jest łączenie liryzmu z tonacją żartobliwą i autoironiczną, konkret obrazowy (np. świat fauny i flory) oraz kolokwializmy. Towarzyszy temu refleksja etyczna i filozoficzna, ujmowana w zwięzłe formuły, nasuwające na myśl aforystykę i apoftegmaty. Twórczość autora Niebieskich okularów nie jest związana z żadnym współczesnym nurtem poetyckim. Dają się dostrzec podobieństwa do mistyki dawnej Hiszpanii (np. Jan od Krzyża) oraz polskiego baroku ( Morsztyn, Józef Baka, M. Sęp-Szarzyński). Oprócz wierszy ukazały się również Homilie na niedziele i święta („Miesięcznik Archidiecezji Gnieźnieńskiej”, 1-12/ 1996), komentarze do Ewangelii Wszędy pełno Ciebie z r. 1991, zbiory anegdot Niecodziennik oraz Niecodziennik wtóry (odpowiednio 1991 i 1995) a także poświęcone pisarzom wspomnienia Rozmowy pod modrzewiem r. 1999, opracowane przez ks. Waldemara Wojdeckiego. Liryka Jana Twardowskiego doczekała się przekładów na kilkanaście języków, osobne wybory ukazały się w Niemczech. Ksiądz Jan Twardowski: najwyższa mądrość – czuć się dzieckiem Boga Przed wojną Jan Jakub Twardowski przyszedł na świat 1 czerwca roku 1915 w Warszawie, przy ulicy Koszykowej 20 (kamienica przetrwała wojnę, chociaż po roku 1945 z fasady skuto neorenesansowe ozdoby. 20 lipca tego samego roku, zatem aż trzy tygodnie od dnia narodzin, chłopczyk przyjął chrzest w kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży. Ojciec, Jan Twardowski (1881-1945), całe życie był związany z koleją. Po zakończeniu I wojny światowej pracował jako zawiadowca zakładów parowozowych Warszawa Główna, w roku 1932 awansował na stanowisko kierownika Działu Napraw Wagonów Osobowych w warsztatach kolejowych w Pruszkowie – Żbikowie. W roku 1936 został radcą w Ministerstwie Komunikacji. Był bardzo oddany rodzinie, wręcz zakochany w swych dzieciach. Miał jednak i specyficzne nawyki. Syn wspominał, że gdy po powrocie z pracy Jan senior musiał długo czekać na posiłek, miał w zwyczaju bębnić dłońmi w blat stołu. Nie wolno było w jego obecności sprzątać i gotować a nawet cerować i szyć (M. Grzebałkowska, Ksiądz Paradoks…, s. 38-39). Chętnie zabierał dzieci na ukochane Powązki, odwiedzając groby rodziny i znajomych; powtarzał, że cmentarz uczy kontaktów z dawnymi ludźmi (…) pamiętał o wszystkich rocznicach (ibidem). W piątki zabierał rodzinę do Filharmonii, a w niedzielę do Wilanowa, Łazienek lub do Zamku Królewskiego. Chodził z dziećmi na wystawy malarstwa w Zachęcie. Pobożny ojciec i mąż, służył do mszy niemal do końca życia, w sierpniu 1941 roku, gdy jedna z jego córek, Lucyna, wychodziła za mąż za Czesława Knychowieckiego (ibidem). Matka Pisarza, Aniela z Konderskich (1890-1971), była absolwentką znanej w Warszawie pensji dla panien należącej do powieściopisarki i patriotki Jadwigi Teresy Papi. W niewielkich klasach dziewczęta uczyły się trochę historii, geografii i literatury rosyjskiej. Nie korzystały z podręczników, lecz prowadziły notatki opracowywane z nauczycielami [taką tendencje można chyba dostrzec wśród pilnych uczennic i dziś – Oprócz matematyki, malarstwa i biologii, mocno okrojonej z powodu skromności panien, [uczyły się] haftu, kroju i szycia, [zatem zajęć właściwych szacownym żonom i matkom – (M. Grzebałkowska, Ksiądz…, s. 35). Aniela wyszła za mąż w wieku 20 lat, nie pracowała zarobkowo, całą energię poświęcając czwórce dzieci i prowadzeniu domu. Po latach syn pisał, że ręce matki były dobre jak szafirek po deszczu / jak czajki towarzyskie, to właśnie one przyniosły go na świat/ kołysały/ ustawiły na podłodze/ sadzały na stołku (…). Czy matka przyszłego kapłana myślała o studiach? Co prawda sześć klas pensji dawało wykształcenie analogiczne do gimnazjalnego, jednak nie pozwalało na zdawanie tzw. męskiej matury, koniecznej do zapisania się na uczelnię. Wiemy, że studiowali bracia: jeden z nich został prawnikiem, drugi kierował bankiem (ibidem). Przyszły poeta miał dwie starsze siostry: urodzoną w roku 1911 Halinę i Lucynę (ur. 1912) oraz jedną młodszą, urodzoną w roku 1920 Marię. Jego rodzinę można określić jako przedstawicieli pobożnej inteligencji, żyjących w myśl zasad moralności katolickiej, niezwiązanej bliżej z żadną partią polityczną, sympatyzującą z piłsudczykami. Po wybuchu pierwszej wojny światowej, wobec postępów armii niemieckiej, rosyjska administracja kolei zdecydowała o przymusowej ewakuacji rodzin kolejarzy, zatem i rodziny Twardowskich, ze stolicy Królestwa Kongresowego w głąb Imperium. Do Polski udało się powrócić dopiero po trzech latach, 13 lipca 1918 roku, zatem już po pokoju brzeskim i wybuchu rewolucji październikowej. Twardowscy przeżyli we względnym spokoju nie tylko wojnę z Rosją bolszewicką, lecz również obronę Warszawy w roku 1939, okupację i hekatombę Powstania. W roku 1922 Jan Jakub zaczął uczęszczać do szkoły podstawowej, zaś w roku 1927 został uczniem klasy matematyczno-przyrodniczej II Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Tadeusza Czackiego. Była to jedna z najstarszych szkół w stolicy, powstała w roku 1876 jako sześcioklasowa szkoła realna, utworzona przez Urząd Starszych Zgromadzenia Kupców Miasta Warszawy. W roku 1910 zaczęła w niej działać pierwsza w naszym kraju drużyna harcerska imienia Szymona Konarskiego. Szkołę upaństwowiono już w roku 1918. Siedziba Gimnazjum znajdowała się przy ul. Kapucyńskiej 21 (szkoła realna mieściła się przy Złotej, następnie Składowej). W okresie okupacji prowadzono tajne nauczanie. Dyrektorem szkoły w l. 1927-1950 był pochodzący z Kresów Wschodnich Eugeniusz Sopoćko. Być może pewien wpływ na wybór szkoły miało czesne, kilkakrotnie niższe niż w szkołach prywatnych. Od roku 1933 do 1935 Jan junior należał do grona kolegów redagujących wspólnie pismo młodzieży gimnazjalnej „Kuźnia Młodych”. Pełnił obowiązki redaktora działu literackiego. Właśnie na łamach „Kuźni” debiutował jako poeta i prozaik. Duże znaczenie miał prowadzony przezeń „Poradnik Literacki”, w którym recenzował i pouczał, często bardzo lapidarnie i nieco ironiczne, lecz szczerze i z humorem, młodych adeptów pióra, nadsyłających swe juwenilia do oceny i ewentualnej publikacji (zob. cytaty: M. Grzebałkowska, Ksiądz…, s. 66-68). W piśmie uczniów Gimnazjum Czackiego ukazywały się ponadto jego recenzje i wywiady. W roku 1935 nakładem „Kuźni Młodych” wydano Antologię współczesnej poezji szkolnej, w której znalazły się trzy poezje autorstwa przyszłego kapłana. W szkole Jan Twardowski poznał wielu uzdolnionych kolegów, Kazimierza Brandysa i Tadeusza Różewicza oraz pisarza, tłumacza i wydawcę Pawła Hertza a także teoretyka i krytyka teatru, znawcę Szekspira Jana Kotta. Egzamin dojrzałości zdał w roku 1936, zatem w wieku 21 lat. Niewiele potem ukazał się pierwszy zbiór wierszy: nawiązujący do poetyki Skamandrytów Powrót Andersena (1937, nakładem warszawskiej Księgarni F. Hoesicka). Niebawem rozpoczęły się też studia polonistyczne na stołecznym uniwersytecie. Mimo uzyskania absolutorium (zdania wszystkich egzaminów wymaganych programem studiów) Twardowski nie zdążył ukończyć studiów przed wybuchem wojny. Sprawa musiała poczekać aż do obrony magisterium w roku 1947. Warto zaznaczyć, że w roku 1938 poznał Janusza Korczaka. Gościł w zakładzie opiekuńczym na Krochmalnej, dyskutując o pedagogice i literaturze dla najmłodszych. Po latach Twardowski wspominał, że dzięki żydowskiemu wychowawcy nauczył się, że wszystko trzeba dzieciom opowiadać ze szczegółami, nazywać świat po imieniu, nie ogólnikami. Zauważał też, że właśnie dlatego konsekwentnie wprowadza do swych utworów rozmaite szczegóły, które studiował [w latach gimnazjum] w biologii, w botanice. Tamto spotkanie [z Korczakiem w r. 1938] było niezwykłe. (Autobiografia, t. I, s. 107 za: Drozdowski, Ksiądz…, s. 23). Czas nauki, walki i pracy W czasie okupacji niemieckiej zaginął cały, bardzo mały - ledwie 40 egzemplarzy - nakład Powrotu Andersena. Jak pisze Małgorzata Olszewska, Jan Twardowski nie należał formalnie do Armii Krajowej, jednakże z pewnością angażował się chętnie w działalność konspiracyjną. Nie budzi też wątpliwości, iż walczył właśnie u boku żołnierzy AK w Powstaniu, na Woli (por. wiersze Piosenka i Matka boska Powstańcza). Wojna i barbarzyństwo III Rzeszy ( zniszczenie domu rodzinnego Pisarza) przyczyniły się w znacznym stopniu do podjęcia decyzji o kapłaństwie. Odkrycie powołania miało miejsce w roku 1943, postanowienie okrzepło w związku z przeżyciami z roku 1944. Po latach Jan Twardowski wspominał, że przed 1939 rokiem Kościół wydawał się ciasny. Raziła go nietolerancja względem niektórych mniejszości narodowych (chodzi zapewne przede wszystkim o Żydów, żydowskie pochodzenie miało wielu nauczycieli i kolegów Pisarza). Podkreślał, że w czasie okupacji (…) spotykał się z księżmi przerażonymi losem Żydów, którzy chcieli im pomagać [widać tu istotową różnicę między uprzedzeniami i antyjudaizmem chrześcijan (nie będącym w żadnym razie składnikiem nauczania Kościoła) a wyrosłym z darwinizmu i eugeniki rasistowskim antysemityzmem narodowego socjalizmu Hitlera Wojna sprawiła, że Twardowski zbliżył się do Kościoła, czuł się cały czas tak, jakby stał w obliczu śmierci. (…) Myśl o śmierci rozbudziła [go] duchowo, a równocześnie oddaliła chęć zakładania domu. (Autobiografia, t. I, s. 175 za: Drozdowski, Ksiądz…, s. 24). Po kapitulacji Powstania Warszawskiego 2 października 1944 roku rodzina Twardowskich trafiła do obozu przejściowego w Pruszkowie (Dulag 121). Janowi udało się uciec z pociągu wiozącego Polaków na roboty albo do obozów koncentracyjnych. Było to pod Częstochową. Stamtąd przyszły kleryk przedostał się na Kielecczyznę, by w sierpniu roku 1945 ostatecznie powrócić do swego miasta. Okazało się, że z kamienicy, w której spędził lata młodości zostały ruiny. Rodzice zamieszkali w Katowicach. Jeszcze w marcu roku 1945, zatem przed zakończeniem wojny (trwały walki w Niemczech, oblężenie Berlina), Jan Twardowski rozpoczął naukę w warszawskim Seminarium Duchownym, działającym aż do odbudowania w sierpniu 1945 roku jego siedziby w podwarszawskim Czubinie. Kształcił się tam z przerwami przez trzy lata, by 4 lipca roku 1948 przyjąć święcenia kapłańskie. Równolegle zdobył tytuł zawodowy magistra filologii polskiej; praca magisterska dotyczyła Godziny myśli. Tuż po zakończeniu formacji seminaryjnej przybył do parafii w położonym pod Pruszkowem Żbikowie (obecnie dzielnica Pruszkowa, do roku 1916 samodzielna wieś). Posługiwał tam jako wikary przez trzy lata, zajmując się nauką religii dzieci upośledzonych w tamtejszej Państwowej Szkole Specjalnej oraz w Państwowym Domu Dziecka w pobliskiej wsi Koszajec. Poetyckim upamiętnieniem tych lat były elegijne utwory Do moich uczniów oraz Pożegnanie wiejskiej parafii. Pod koniec roku 1945 powrócił do publikowania poezji, które ukazywały się w „Tygodniku Powszechnym”. Właśnie ludzie związani z tym pismem i wydawnictwem Znak, mimo utrudnień tworzonych przez PZPR i cenzurę, zabiegali przez cały okres PRL o wydawanie utworów Jana Twardowskiego w formie samodzielnych tomików. Szczególną rolę odgrywała redaktor Józefa Hennelowa. Poeta współpracował również z „Więzią”, „Odrą” oraz „Przeglądem Katolickim”. W roku 1952 rozpoczęła się posługa w Warszawie: najpierw w położonym na Żoliborzu kościele św. Stanisława Kostki, potem w parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie oraz przy parafii Wszystkich Świętych przy Placu Grzybowskim. Rok 1959 przyniósł pierwszy po ponad dwóch dekadach zbiór Wiersze, określany często mianem „powtórnego debiutu”. Tomik ukazał się w skromnej formie, w jednym „składanym” wydaniu z Niepowrotnymi godzinami księdza Pawła Heitnscha. Przy zakonnym kościele W roku 1959 ksiądz Twardowski został rektorem należącej do Sióstr Wizytek warszawskiej świątyni pod wezwaniem św. Józefa, Oblubieńca Niepokalanej Bogurodzicy Maryi, gdzie posługiwał aż do śmierci. Właśnie w tym późnobarokowym, wzniesionym w czasach saskich (l. 1727-1761) kościele wygłaszał kazania dla najmłodszych. Pracował jako katecheta dzieci i młodzieży oraz duszpasterz środowisk twórczych. Dzieciom zadedykował swe późniejsze zbiory, w tym Zeszyt w kratkę, Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi (1973) i Patyki i patyczki (1987). Również kazania dla dorosłych szybko stały się bardzo popularne, zaś przyklasztorne mieszkanie Księdza odwiedzali liczni goście, nie tylko ci szukający porady duchowej. Warto wspomnieć, że Wizytki czyli siostry Zakonu Nawiedzenia (łac. visitatio) Najświętszej Maryi Panny rozpoczęły działalność w naszym kraju jeszcze za panowania ostatniego Wazy. W roku 1654 sprowadziła je z Francji królowa Ludwika Maria Gonzaga. Kościół św. Józefa przetrwał bez zniszczeń kolejne wojny i powstania a nawet planowe niszczenie Warszawy w r. 1944. Sąsiadem Księdza – Poety a zarazem dobrym przyjacielem był ksiądz Bronisław Bozowski, w roku 1940 kapelan wojsk polskich we Francji, następnie dywizji pancernej generała Stanisława Maczka. Co ciekawe, był spokrewniony z Marią Curie-Skłodowską, korespondował z jej córką Ewą. Jan Twardowski wspominał w swej autobiografii, iż ksiądz Bozowski mówił o pojednaniu chrześcijan, o heretykach jako o braciach odłączonych [zatem bez sugerowania, że dopuszczają się przestępstwa herezji w sensie prawa kanonicznego – Nie czekał, aż ludzie przyjdą do kościoła; sam często do nich wychodził, pomagał (…) (zob. Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie, oprac. A. Iwanowska, Kraków 2007, t. II, s. 14-15 za: Drozdowski, Ksiądz…, s. 15-16). Gorliwy, żyjący radami ewangelicznymi kapłan zmarł nieoczekiwanie 14 listopada 1987 roku. Przyjaciele uczcili go wmurowaną w ścianę kościoła Sióstr Wizytek tablicą z krótkim, optymistycznym wierszem: Księże Bozowski, patronie przyjaźni/ z nosem swym i uśmiechem skryłeś się w niebie/ ktoś puka, długo dzwoni/ znów pyta o Ciebie. O głębokiej wiedzy i zainteresowaniach Jana Twardowskiego świadczy to, że przez wiele lat był również wychowawcą i wykładowcą w warszawskim seminarium metropolitalnym, przyczyniając się tym samym do odbudowy szeregów wyniszczonego wojną i prześladowaniami okupantów duchowieństwa polskiego. Jeszcze w roku 1956, na Zjeździe Pisarzy w Częstochowie spotkał Karola Wojtyłę, było to już po uwolnieniu prymasa Wyszyńskiego. Przyszły papież wyznaczył Poetę na przewodniczącego zjazdu polonistów wykładających klerykom literaturę. Warto dodać, że Ojciec Święty pamiętał o przygotowaniu podziękowań za kolejne tomiki. W jednym z nich pisał, że burzliwe były lata, w których przyszło żyć naszemu pokoleniu. Opatrzność Boża pozwoliła jednak doświadczyć nam, że nawet przez najciemniejsze chmury przeziera słońce, a z końcem burzy lepiej widzi się piękno nieba. (…). Dzięki Bogu za łaskę tych lat i tej młodości. (…) Niech Duch Święty przynosi Księdzu wiele natchnień do głoszenia Ewangelii gorącym sercem i poetyckim słowem (cyt. za: Drozdowski, Ksiądz.., s. 17). Jako rektor kościoła klasztornego, Ksiądz Twardowski patronował spotkaniom absolwentów założonego przez Tadeusza Czackiego Liceum Krzemienieckiego (z czasem głownie ich potomkom). Odbywały się one przy pomniku Czackiego, wykonanym w roku 1855 w Rzymie przez Oskara Sosnowskiego ( Drozdowski, Ksiądz…, s. 20). Złota jesień i srebrna zima Profesor Marek Drozdowski wspomina, że w Wielkim Poście roku 1990 wraz z liczącą wtedy 10 lat wnuczką Kasią odwiedził Księdza Twardowskiego w jego kościele rektoralnym przy Krakowskim Przedmieściu 34. Pisarz – duszpasterz, ubrany w stary, poplamiony i zniszczony surdut, przyjął gości bardzo uprzejmie. Rozmowa dotyczyła historii kościoła [Wizytek], uważanego przez historyków sztuki i architektów za najpiękniejszy kościół współczesnej Warszawy. (…) Ksiądz Twardowski poinformował nas [zapewne ze względu na swój podeszły wiek, którego osiągnięciu towarzyszy zwykle przejście na emeryturę – że pełni funkcję rektora. Kościół nie jest parafią [zatem] nie obowiązują w nim normy wiekowe księży. (…) Mówił, że zaszczytne obowiązki [rektorskie] przejął po księdzu Janie Ziei (…) ( Drozdowski, s. 14-15). Ksiądz Zieja był postacią zasłużoną, kapłanem charyzmatycznym i niezłomnym. W latach 1943-45 kapelan Szarych Szeregów, w roku 1976 współzakładał KOR. W czasach hitleryzmu pomagał też Żydom. Zdaniem Jana Twardowskiego przypominał Piotra Skargę, mówił z ambony w szlachetny sposób, jakby przeniesiony z czasów minionych, sprzed roku 1939 a może i 1914. Jego kazania (…) podejmowały tematy najważniejsze [a zarazem] najtrudniejsze. Duch radykalizmu ewangelicznego [zatem istota wiary katolickiej – i niezwykły szacunek dla praw Bożych nadawały kazaniom [księdza Ziei] szczególną tonację. Był rzecznikiem przebaczenia i pojednania między narodami i między wyznawcami różnych religii (Autobiografia…, t. II, s. 31-32 za: Drozdowski, s. 15). Przez wiele lat autor Niebieskich okularów przyjaźnił się z Janem Śpiewakiem i jego żoną, Anną Kamieńską, która pisała o nim w wydanym w roku 1982 Notatniku 1965-1972 oraz opublikowanym pięć lat później Notatniku 1973-1979. Wiele utworów związanych z postacią Twardowskiego lub inspirowanych jego twórczością znalazło się też w zbiorze Kamieńskiej Dwie ciemności (1984). Co ciekawe, przyjaźń zrodziła się w związku z Józefem Czechowiczem – jednym z ulubionych pisarzy Księdza. To właśnie Jan Śpiewak wraz z Sewerynem Pollakiem wydali wybór wierszy tego awangardowego poety. Można powiedzieć, że w zgodnym i szczęśliwym małżeństwie Jan Twardowski znalazł swego rodzaju kopię własnego domu rodzinnego. Dostrzegał też cierpienie Anny Kamieńskiej, wiernie towarzyszącej śmiertelnie choremu mężowi. Zaprzyjaźnił się z nią po odwiedzeniu Watykanu i przystąpieniu przez nią do sakramentu pokuty. Właśnie jej poświęcił słynny wiersz Spieszmy się. Kierując się doktryną Kościoła i przykładem świętych kapłanów (często tworzących poezję religijną i teksty liturgiczne), za najważniejsze w swym życiu Ksiądz Twardowski uważał powołanie i obowiązki wynikające z sakramentu święceń, a zatem sprawowanie sakramentów, modlitwę i głoszenie Ewangelii. Dopomagało w tym doskonałe pióro i łatwość prowadzenia rozmowy nawet na najbardziej wymagające tematy teologiczne, filozoficzne i historyczne (np. z prof. Anną Świderkówną). Często odwiedzał go prymas Stefan Wyszyński (doktor prawa kanonicznego), wiersze doceniał nieraz goszczący u Sióstr kardynał Glemp (doctor utriusque iuris, przed zastaniem biskupem wykładowca prawa rzymskiego). Właśnie on wyraził zgodę, by na prośbę komitetów rodzicielskich szkoły mogły otrzymywać imię Jana Twardowskiego ( Drozdowski, Ksiądz…, s. 19). Autor Nie przyszedłem pana nawracać starał się realizować wskazania pastoralne i ekumeniczne II Soboru Watykańskiego; chętnie rozmawiał z niewierzącym i agnostykami, którym poświęcił wiersz Pan Jezus niewierzących. Warto pamiętać, że rejestracja Pisarza jako tajnego współpracownika SB była inicjatywą oficera prowadzącego, który chciał wykazać się sukcesami w pracy operacyjnej. W rzeczywistości funkcjonariusz nie uzyskiwał od Kapłana (który zdawał sobie sprawę z prób manipulacji) żadnych ważnych wiadomości, tym bardziej donosów, trudno zatem mówić o jakiejkolwiek realnej współpracy (zob. szerzej np. M. Grzebałkowska, Ksiądz…, s. 261-280). W listopadzie roku 1993 Ksiądz Twardowski przeszedł pierwszy atak serca. Kolejny zawał miał miejsce na początku roku 2005. Pisarz znalazł się na oddziale kardiologii szpitala klinicznego przy ulicy Stefana Banacha. Jego uczeń, ksiądz Roman Trzciński, który leczył się tam w tym samym czasie wspominał: dowiedziałem się, że jest ksiądz Jan, więc poszedłem. Był podłączony do rurek. (…) Pamiętam, że cała nasza rozmowa była poezją. [Twardowski] nie mówił wierszem, ale chodzi o rytm. rodzaj skojarzeń, układ zdań. Rozmawialiśmy o Żbikowie (…), o początkach [kapłaństwa] księdza Twardowskiego. To była moja ostatnia z nim rozmowa (M. Grzebałkowska, Ksiądz.., s. 9). W czerwcu roku 2005 zdołał wziąć udział w obchodach swych urodzin. Dziennikarze pytali czy cieszy się z tej okazji, on zaś z przekorą i humorem odpowiadał: nie, ale będę udawał. W sutannie prałata papieskiego, w birecie z amarantowym pomponem siedział dostojnie na wózku inwalidzkim, przyjmując znajomych, przyjaciół, czytelników i wiernych. Odprawiono uroczystą mszę świętą, ze szkól noszących jego imię przybyły poczty sztandarowe. Ksiądz Jan stwierdził, że to była próba generalna przed moim pogrzebem. Czy udała się? (M. Grzebałkowska, 29 listopada 2005 roku Ksiądz Twardowski po raz ostatni celebrował liturgię w swym mieszkaniu. Następnego dnia znalazł się w klinice. Opuścił ją na krótko, szybko musiał wracać na oddział kardiologiczny. Jeden z opiekunów, brat Marian, zajmował się chorym wraz z bonifratrami. Do szpitalnego łóżka pielgrzymowali krewni i przyjaciele, z szopką i nalewką przyjechała z Krakowa Anna Dymna (ibidem, s. 10). Nie brakowało proszących o autograf czytelników oraz wydawców, starających się o ostatnią zgodę na druk, przychodzili pacjenci z sąsiednich oddziałów. O trzeciej po południu odmawiano wraz z Poetą koronkę do Miłosierdzia Bożego. Przyjaciele zorganizowali „szpitalny kabaret” ze śpiewaczką operową Barbarą Stefańską, grającą główne role i przebranym za pielęgniarkę ratownikiem medycznym Arturem Zającem. Śpiewali np. Głęboką studzienkę i Wielka sława to żart (ibidem). Krystyna Gucewicz wspominała: były momenty gdy Robaczek wyraźnie odchodził. A potem (…) jego stan się polepszał. Jedna z krewnych mówiła, że wiekowy duchowny miewał problemy z pamięcią: gubił się czasem. Brał mnie za moją mamę, choć mojego ojca zawsze pamiętał (ibidem). W nocy z 17 na 18 stycznia przy łóżku czuwał brat Marian. Zgodnie z jego relacją, pół godziny po północy Kapłan zaczął modlić się, tak jak w liturgii wymieniał nazwiska osób, które poznał w swym długim życiu. Po jakimś czasie powtarzał tylko słowa „Jezu, ufam Tobie”, dodając niekiedy „wiem, że umieram”. O czwartej rano brat Marian zaalarmował lekarza. Po reanimacji Ksiądz odzyskał przytomność, poprosił o wodę i polecił, by brat wziął zeszyt i zapisywał każde jego słowo. Uczynił go tym samym jednym depozytariuszem tego, co powie. Aż do wpół do dziesiątej rano dyktował swój ostatni wiersz, zdołał jeszcze przepisać go na kartkę papieru. Słabnąca ręką sprawiła, że litery są niewyraźne i osuwają się w dół (zob. zdjęcie w książce M. Grzebałkowskiej na s. 12-13). Po południu ksiądz Aleksander Seniuk, posługujący w kościele Wizytek, rozpoczął udzielanie Sakramentu Chorych. Po godzinie trzeciej ksiądz Seniuk zaczął odprawiać mszę świętą, ołtarzem było ciało chorego, który ubrany w stułę powtarzał modlitwy celebransa, następnie przyjął Wiatyk (ibidem, s. 14). Jan Twardowski zmarł 18 stycznia 2006 roku o godz. w szpitalu klinicznym przy ul. Banacha. Lekarz odłączył aparaturę podtrzymującą funkcje życiowe o godz. Pogrzeb odbył się 3 lutego w Bazylice Świętego Krzyża. Kapłan spoczął w krypcie Świątyni Opatrzności Bożej (wtedy jeszcze nieukończonej), w Panteonie Wielkich Polaków. Co prawda sprzeciwiał się takiemu zaszczytowi, gdyż chciał być pochowany obok matki i ojca na Powązkach Wojskowych, jednak w testamencie - bacząc na kapłański ślub posłuszeństwa - ostateczną decyzję pozostawił zwierzchnikom. O pochówku w miejscu dla zasłużonych zdecydował osobiście prymas Polski, kardynał Józef Glemp. W kościele Sióstr Wizytek znajduje się charakterystyczne epitafium w formie prostego, kamiennego klęcznika z wyrytym ostatnim wierszem, powstałym na szpitalnym łóżku. Inskrypcji towarzyszy mała biedronka. Monumentum aere perennius Pośmiertnie Jan Twardowski otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (2006). Jeszcze za życia uhonorowano go medalem Polonia Mater Nostra Est i orderem Ecce Homo (oba w r. 1999), a kilka lat wcześniej Orderem Uśmiechu (1996). Oprócz nagród wspomnianych w pierwszej części naszego tekstu, Poeta został laureatem Nagrody Ikara oraz Dziecięcej Nagrody „Serca” (obie w r. 2000), przyznawanej przez Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia” Nagrody Totus (2001) oraz Nagrody Miasta Stołecznego Warszawy, przyznanej mu w r. 2005. Oprócz tego, otrzymał honorowe obywatelstwo Tarnowskich Gór (2003). 1 czerwca 2010 NBP wyemitował monety upamiętniające rocznicę urodzin Poety (2 złote ze stopu Nordic Gold, stempel zwykły oraz srebrne 10 złotych, stempel lustrzany). W roku 2011 rada miejska Warszawy nazwała imieniem księdza Twardowskiego skwer u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Karowej. Dwa lata później, 13 października 2013 na tymże skwerze odsłonięto pomnik Pisarza, mający formę rzeźby plenerowej z brązu, stworzonej przez Wojciecha Wincentego Gryniewicza. W czerwcu 2015 roku na terenie kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy przy ul. Alfreda Nobla, odsłonięto głaz upamiętniający Jana Twardowskiego, który posługiwał w tamtejszej parafii jako wikariusz w l. 1957-1958. Również w roku 2015 na fasadzie kamienicy przy ul Koszykowej 20 – miejscu narodzin Pisarza – odsłonięto tablicę pamiątkową. Oprócz tego, jego imię otrzymują coraz to nowe szkoły podstawowe, licea i ośrodki szkolno-wychowawcze. Warto dodać, że zgodę Księdza na nadanie jego imienia uzyskała jako pierwsza Szkoła Podstawowa Nr 2 w Białymstoku. Było to w roku 1993. Wcześniej pojawiały się podobne prośby, jednak zainteresowany konsekwentnie sprzeciwiał się, twierdząc, że patronem można zostać dopiero, gdy zakończy się ziemski etap życia (zob. informacje i wiersze uczniów, Dzieci-Księdzu Janowi, Worek Pytań, Pilne Pytania Księdzu Janowi do Zadania na stronie szkoły: (dostęp: Parę słów o twórczości Jana Twardowskiego Małgorzata Olszewska pisze, że autor Niebieskich okularów dał naszej poezji „nowy język wiary”, tworząc alternatywę dla hermetycznego, racjonalistycznego poznania za pomocą ściśle definiowanych pojęć i rozróżnień. Mamy zatem do czynienia z wiarą autentycznie radosną, wiarą św. Franciszka, której fundamentem jest ubóstwo ewangeliczne, upodobnienie się, w myśl słów Chrystusa, do małego dziecka, zawierzającego Stwórcy jak Ojcu, którego darzy pełnym zaufaniem. W liryce Jana Twardowskiego znakiem Boga – Stworzyciela, Twórcy Piękności, jest całe stworzenie, cała natura: zarówno człowiek, jak i otaczający go świat. Nie trudno dostrzec tu oparcie się na katolickiej nauce o Wcieleniu Syna Bożego i początkowych wersach Księgi Rodzaju, która wyraźnie podkreśla, że wszystko, co Bóg stwarzał było „bardzo dobre”. Zgodnie z Ewangeliami i naukami Apostołów, podstawową wartością – cnotą teologalną jest miłość – caritas, zatem miłość Trójcy do ludzi oraz naśladująca postępowanie Chrystusa miłość człowieka do każdego bliźniego i do swego Stwórcy i Zbawiciela. Pozornym paradoksem jest duże znaczenie radosnej zgody na cierpnie i samotność, również mieszczące się w boskim planie stworzenia i zbawienia, w opatrznościowej teodycei, której centralnym zdarzeniem jest tajemnica Krzyża i Zmartwychwstania – Pascha Kościoła (święty Franciszek otrzymał też stygmaty). Tak jak mistrzowie życia duchowego, Jan Twardowski przypomina, że przyjęcie cierpienia pozwala na otwarcie się na działanie łaski, na Boga, zatem stanie się „przezroczystym” (śmierć dla świata w sensie św. Pawła). Wzorem takiego przebóstwienia jest przede wszystkim stale i mocno obecna w poezji autora Nie przyszedłem pana nawracać Matka Boża, a implicite również Jej mąż, przybrany ojciec Jezusa, św. Józef. Małgorzata Olszewska zauważa też, że wiersze Jana Twardowskiego przedstawiają złożone problemy, dotyczące wiary i filozofii pojętej jako ars vivendi w sposób prosty, ale nie upraszczający, a tym bardziej redukujący. Dzięki temu stają się swoistą propedeutyką, wstępem do dalszych lektur i refleksji, dostępnym dla mniej wykształconych i wyrobionych czytelników, np. ludzi młodych lub dalekich od Kościoła i katechizmu. W związku z tym, język poszczególnych liryków jest bardzo podobny do polszczyzny codziennej, wiele w nim potocznych wyrażeń. Można powiedzieć, że czytelnicy są zainteresowani twórczością Twardowskiego, gdyż jest humanistyczna, mówi o sprawach bliskich, zasadniczych dla każdego: o wierze, cierpieniu i bólu, tęsknocie i miłości. Opowiada również o cudzie stworzenia świata przez kochającego Boga, który zbawia przez Syna, jest zatem Bogiem bliskim, Emanuelem wśród zwierząt i pasterzy z Betlejem. Warto wspomnieć, że miłości do roślin i ptaków nauczył Twardowskiego jeszcze w gimnazjum przyrodnik Władysław Kociejowski, były inspektor Warszawskiego Ogrodu Botanicznego ( Drozdowski, Ksiądz…, s. 22, por. np. wiersz O moich zielnikach, zwłaszcza w zestawieniu z Panem od Przyrody Zbigniewa Herberta). Pewnym minusem popularności jest pojawiający się tu i ówdzie zniekształcony wizerunek Pisarza jako "sympatycznego" (zatem zapewne odrealnionego albo zdziecinniałego), nieco naiwnego, żyjącego za klasztornym murem „uśmiechniętego księdza”, który jest przede wszystkim ulubieńcem dzieci (może też nauczycielek i katechetek) oraz patronem szkół podstawowych. Marginalizacji ulega pomijany i mniej czy bardziej świadomie „zapominany” element bólu (kto chce iść za Mną, niech bierze krzyż swój…), niepewności i wahań w wierze (Panie, przymnóż nam wiary!) oraz refleksji nad własną grzesznością i niegodnością (Panie, nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie…). Nie można zapominać, iż autor Patyków i patyczków w okresie studiów filologicznych słuchał wykładów profesorów tej miary co Wacław Borowy, Julian Krzyżanowski i Witold Doroszewski. Był również członkiem Koła Naukowego im. Stefana Żeromskiego (M. Drozdowski, Ksiądz…, s. 22). Trudno zatem mówić o braku wysokiej kultury umysłowej i krytycyzmu, co potwierdzają choćby inspiracje Teresą z Avila czy Janem od Krzyża. Jeszcze jako student szukał wzorców również u poetów polskich, np. Teofila Lenartowicza i Władysława Syrokomli. Bardzo lubił niezwykle oryginalne na tle baroku, nie tylko staropolskiego, wiersze księdza Józefa Baki (por. wiersz Do księdza Baki, w którym co prawda święci już śpią w niebieskiej trawce lecz za humor i trumienkę/ Autor ma chrapkę / pocałować księdza Bakę w łapkę). Na zakończenie można dodać, że poezje Jana Twardowskiego znalazły się w licznych antologiach, spośród których najwcześniejsze to wydane w r. 1971 Słowa na pustyni opatrzone wstępem kardynała Karola Wojtyły oraz przygotowany przez teoretyka i historyka literatury, profesora UW Andrzeja Lama zbiór Kolumbowie współcześni (1972). Wiersze przekładano na język angielski, niderlandzki, słowacki oraz włoski i węgierski. Pierwszy przekład niemiecki, przygotowany przez Karin Wolff, zatytułowany Geheimnis des Lächelns (Tajemnica uśmiechu) ukazał się w roku 1981 w Lipsku, nakładem katolickiego wydawnictwa St. Benno Verlag. W roku 1998 w krakowskim Wydawnictwie Literackim ukazał się wybór poezji Bóg prosi o miłość. Gott fleht um Liebe, w opracowaniu Aleksandry Iwanowskiej. Tłumaczenia przygotował Karl Dedecius. Wydawnictwo Literackie opublikowało również wiersze w przekładzie na angielski autorstwa Stanisława Barańczaka (Kiedy mówisz. When You Say, 2000, oprac. A. Iwanowska). Rafał Marek, Literatura: Artykuł encyklopedyczny w Wikipedii Marian Marek Drozdowski, Ksiądz Jan Twardowski i Jego poezja, Przegląd Pruszkowski nr 1 (2016), s. 14-31; Magdalena Grzebałkowska, Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego, Wydawnictwo Znak Kraków 2011. Małgorzata Olszewska, Jan Twardowski, (grudzień 2007, aktualizacja w r. 2015).Jan Wojnowski Jan Twardowski [w:] Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, PWN, Warszawa 2002, t. II, s. 241-242.
Opis produktu. Płyta zawiera opowiadania, wiersze oraz drogę krzyżową napisaną przez ks. Jana Twardowskiego. Stanowi pomoc do wprowadzania dzieci w okres Wielkiego Postu i Wielkanocy. Na płycie można znaleźć także piosenki w wykonaniu dzieci i linie melodyczne ułatwiające dziecku samodzielne śpiewanie. Płytę uzupełniają Jan Twardowski Nie tylko wrona chodzi zdziwiona Wybrała, ułożyła i opracowała Aleksandra Iwanowska PIW, Warszawa 2000 DLACZEGO? Dlaczego Pan Bóg stworzył człowieka? Mógł stworzyć tylko aniołów, fruwaliby nad ziemią jak wielkie ciche latawce. Są lepsi od ludzi, nie stają na głowie. Porządny anioł nogami nie fika, nie pokazuje cioci języka. Pan Bóg dlatego stworzył człowieka, żeby kochał. Dlaczego Pan Bóg stworzył Adama? Żeby Adam kochał Ewę. Dlaczego stworzył Ewę? Żeby kochała Adama. Dlaczego stworzył Abla? Żeby przebaczył nawet Kainowi? Dlaczego stworzył tatusia? Żeby kochał mamusię. Dlaczego stworzył mamusię? Żeby kochała tatusia. Dlaczego stworzył siostrzyczkę? Żeby kochała braciszka. Dlaczego stworzył babcię? Żeby wnuczek mógł ją kochać. Dlaczego serce bije? Dlatego, że żyje. Dlaczego żyje? Żeby kochać, a kochać to dawać i przyjmować. OŚWIADCZYNY O miłości mówimy, słyszymy, śpiewamy, czytamy. Pewna dziewczynka oświadczyła się najpierw wujkowi: Kocham, wujku, tylko ciebie, jak szynkę na chlebie! Potem oświadczyła się dziadkowi: Gdybym była ogrodniczką, dałabym ci kwiat z doniczką, ale chociaż nie mam kwiatka, bardzo kocham swego dziadka. Na koniec dodała: Kocham pieski, kocham kotki, lecz najbardziej wszystkie ciotki. Pod oknem zaś jej kolega, który miał gitarę, tak wyśpiewywał: Ewo miła, coś mi serce wykończyła! Nic już nie jem, nic nie piję, nie uczę się i tylko wyję! Ale nawet jak dużo mówisz albo śpiewasz o miłości, to wcale nie znaczy, że umiesz kochać. CO TO ZNACZY KOCHAĆ Co to znaczy kochać? Kochać — może znaczyć telefonować i to tak długo, że aż słuchawka staje się gorąca. Czasem odbierzemy bardzo zimny telefon, jakby ktoś loda do niego wpuścił, ale czasem słyszymy w telefonie ciepło głosu: Halo! Zosiu! Jak się czujesz? Tak mi smutno bez ciebie. Nie mogę jeść ani masła, ani sera, ani cielęciny — liczę tylko na palcach, kiedy twoje imieniny. Widzę twoją fotografię w zielonej sukience, kocham twój warkocz i twoje ręce! Kochać to znaczy pisać listy krótkie i długie. Kaziu daleki! Kocham cię na wieki! Pokaż się już, bo bez ciebie ani rusz! Mała Pelasia napisała kiedyś taki list: „Wróciłam do domu, zjadłam kartoflankę, potem wyszłam z psem na ulicę, patrzyłam jak wrony kąpią się w śniegu, jak bezdomny piesek schował się w zaspie i spał na samym dnie białej zimy. Było tak zimno, że chyba w portmonetkach trzęsły się orzełki na pieniądzach. Znów wróciłam do domu, znów patrzę na ulicę i teraz smażę jajecznicę”. Kochać to znaczy gotować dla kogoś, pilnować, żeby się zupa nie przypaliła, żeby kakao z pianką nie wykipiało, żeby się wszystko udało, a najedzone kochane ciało, żeby się po brzuchu głaskało. Pewien chłopiec myślał, że kochać to znaczy całować, ale całowania nie lubił po tym, jak kiedyś pocałowała go ciotka i zauważyła, że nie umył lewego ucha. Kochać to nie tylko telefonować, pisać listy, gotować, całować. Kochać to pomagać, pamiętać o imieninach, dzwonić do chorego kolegi i pytać, czy spadła mu gorączka, podzielić się śniadaniem, jeśli koleżanka zapomniała zabrać z domu. DZIECI PANA BOGA Powiedziała mi kiedyś dziewczynka z klasy V b, że nie wyjdzie za mąż, bo z każdego chłopca głuptasa śmieje się cała klasa. Jak wygląda ślub w kościele? Przy wejściowych drzwiach stoi młoda para: on młody i ona młoda. Zobaczyła ich mała dziewczynka i zawołała: Powiedziała święta Klara, że to będzie dobra para. To on, a to ona to mąż, a to żona. On ubrany na czarno jak na Zaduszki, a ona biała jak dentystka. Idą po czerwonym dywanie jak król i królowa, bo ci, co się kochają są jak król i królowa szczęśliwi i dla siebie bardzo ważni. Idą do ołtarza i mówią przez mikrofon i na cały głos, że się kochają. Potem podają sobie złote obrączki: pan pani, pani panu. Dzielą się złotem. Są tak szczęśliwi, jakby wygrali miliard w sobotę. Razem z nimi wszyscy ludzie w kościele są szczęśliwi, bo wszyscy są dziećmi Boga: pan młody, panna młoda i wszyscy goście. Młodzi i starzy, dzieci, które mają małe książeczki, i starsi, którzy mają duże książki do nabożeństwa, dzieci, które siedzą na małych stołeczkach, i starsi, którzy siedzą na dużych stołkach. Człowiek stary, który ma na szyi medalik jak dziecko. Dzieci, które klękają tak jak starsi. Wszyscy są dziećmi Pana Boga. Wszyscy mówią ten sam pacierz: Ojcze nasz. I małe dziecko, i duże dziecko, i nawet dziadek też jest dzieckiem, bo też mówi do Pana Boga: Ojcze nasz. PAŃSTWO MŁODZI Po czym poznać państwa młodych? Po czerwonym dywanie idą do ślubu: panna młoda w białej sukni z ogonem niesie kwiaty, pan młody ubrany na czarno niesie białe rękawiczki. Wygolony, albo z porządnie wyczesaną brodą. Idą. Ona w jeszcze nieużywanych pantofelkach, wyjętych wprost z pudełka, on w czarnych lakierkach. Jeżeli w kościele leży dywan ze sztucznego tworzywa, może być kłopot. Czasem ogon panny młodej przylepia się do dywanu i przerażona rodzina łamie ręce, jak oderwać dywan od ogona. Ale jak leży solidny, przedwojenny, wełniany dywan, można śmiało iść do ślubu i żadna panna się nie przyklei. Państwo młodzi są dla siebie bardzo grzeczni. Pan młody mówi panny młodej: Moja ty stokrotko kochana, gwiazdko, perełko, mróweczko, rybko, ptaszyno, kropelko. Panna młoda do pana młodego: Mój ty kotku, piesku, osiołku, leguminko, polędwiczko, aspirynko, witaminko, telewizorku. Są dla siebie bardzo życzliwi. Kiedyś pannie młodej urwał się guzik, a pan młody rzucił się jak napastnik w meczu futbolowym, żeby go znaleźć. Innym razem upadł jeden płatek róży z bukietu, pan młody tak się zgiął, żeby ten płatek podnieść, że aż mu szelki pękły. Kiedyś pan młody skaleczył się jedną igłą choinki. Panna młoda przetarła mu palec wodą kolońską, podmuchała i pożałowała: Mój ty męczenniku kochany, choinką podrapany, wodą kolońską podlany! JAK SIEBIE SAMEGO Drugiego człowieka trzeba kochać jak siebie samego. Kiedy kochamy samego siebie? Bardzo często, gdy powietrze szczypie policzki, otulamy się ciepłym szalikiem. Kochamy własną szyję i wołamy: Moja szyjo ukochana! Opatulam cię od rana, bo nie jesteś cudzą żmiją, ale jesteś moją szyją! Kochamy siebie, jeśli rzucamy się na ulubione winogrona wszystko sami wyjadamy — tak o własne brzuchy dbamy. Kochamy siebie, jeśli ciągle przeglądamy się w lusterku, tak jak pewna dziewczynka, która siebie pocałowała w lusterku w nos. Ubieramy się cieplutko, że by nasze „ja” nie zmarzło, zajadamy, że nasze „ja” nie schudło, wciąż mamy pretensje i nasze „ja” obraża się. I tak ciągle nasze „ja” jak się pchało — tak się pcha. Spróbujmy kochać innych jak samego siebie. Okręcić komuś szalikiem szyję, bo bardziej marznie od mojej, podzielić winogrona po połowie z kolegą, pożyczyć lusterko, żeby niemiła koleżanka też ładnie w nim wyglądała. O UŚMIECHU Każdy uśmiech można nazwać kawałkiem radości. Do kogo się uśmiechamy? Powiedział mi kiedyś chłopiec z II b, że zawsze uśmiecha się do pani od rysunków i do pani od gimnastyki, ale nigdy do pani dentystki. Pewna dziewczynka, kiedy kładła się spać, miała zupełnie suche policzki, jednak gdy się budziła — były zupełnie mokre. Co to znaczy? Płakała przez sen i dowiedziała się o tym dopiero wtedy, kiedy poczuła łzy na policzkach. Nawet kiedyś zjadła jedną łzę i powiedziała, że smakuje jak woda sodowa. Czy można poznać, że ktoś się uśmiechał przez sen? Można, bo budzi się wtedy w dobrym humorze, mówi porządnie pacierz, śniadanie zajada z apetytem, a w szkole nikomu nie dokucza. Andersen, autor bajek, które wszyscy znamy, uśmiechał się stale do Pana Boga, nawet na ulicy, i wciąż wysyłał Mu długie całusy wprost do nieba. NIEMODNY ŚWIĘTY Dzieci tak często grymaszą przy jedzeniu. Natomiast święty Jan Chrzciciel, który chodził po pustyni wcale nie grymasił. Wszystko jadł, nawet szarańczę. Łykał duże polne koniki, jak ostrygi. Słodził je miodem, ale to, co niedobre czy posolone, czy posłodzone — zawsze jest niedobre. Pewna dziewczynka wyła, kiedy kapuśniak na stole zobaczyła. pewien chłopiec, jak zobaczył kluchy, gryzł ze złości paluchy. Znam dziewczynkę, która grymasi, że jajko na miękko jest za miękkie, jajko na twardo za twarde, a jajko sadzone jest albo za małe, albo niesłone, albo za słone. Są dzieci, które nie jedzą pietruszki, które nie lubią gruszki, są takie, które urządzają awantury, bo wolą baleron od kury. A każda mamusia tak się utrudzi, żeby przygotować jedzenie. Święty Jan Chrzciciel też nie grymasił przy ubieraniu się. W dodatku ubierał się niemodnie niczym Eliasz, który żył wiele lat wcześniej przed nim. Znam dzieci, które koniecznie chcą modnie wyglądać. Pewna dziewczynka powiedziała, że musi być uczesana „na afro” jak Murzynka i chce mieć każdy włos sztywny jak drut. Inna chciała mieć „chustę Arafata”. Widziała taką w telewizji i myślała, że to jest modne. Są dzieci, które ciągle chcą mieć coś nowego do ubrania, a święty Jan Chrzciciel ubierał się, jak dziadek i pradziadek. Postaraj się — zwłaszcza przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy stale przypomina się święty Jan Chrzciciel — nie sprawiać rodzicom kłopotów i czekać na prezenty bez urządzania awantur i grymaszenia ani przy ubieraniu, ani przy jedzeniu. KIM JESTEŚ? Kiedy święty Jan Chrzciciel kąpał ludzi w Jordanie, zapytano go: Kim jesteś? A gdyby ciebie tak ktoś zapytał, co byś odpowiedział? Jestem uczniem klasy III b. Jestem córeczką mojej mamusi. Jestem siostrą mojego brata. Jestem dyżurnym w klasie. Jestem wzorowym uczniem. Jestem tym, który niczego nigdy nie gubi i wiem, że żadnej gapy nikt nie lubi, bo co weźmie wszystko zgubi! Jestem tym, który często pożycza i pamiętam, że „nie pożyczaj” to zły zwyczaj! Nie jestem podobny do pieska, który trzyma kostkę i warczy: — Tylko dla mnie wystarczy! — Trzyma w pysku i w łapie. Spróbuj podejść — to podrapię! — Myśli, że nawet w niebie każdy gnat ma dla siebie. Nie jestem plotkarką, która stale plotkuje co na obiad ugotuje, ile dała na tacę, z kim babcia poszła na spacer. Nie wiem, kim jestem, ale wiem, że moja koleżanka to skarżypyta, gaduła, beksa, a mój kolega to fajtłapa, leniuch i stale leży na tapczanie i czeka na trzecie śniadanie. Kim ty jesteś? Czy jesteś tym, kto stale chce być lepszy? ANIOŁ BETLEJEMSKI Co wiemy o aniele betlejemskim, którego często wycinamy z błyszczącego papieru i wieszamy na choince? Co anioł betlejemski miał do zrobienia w noc Bożego Narodzenia? Najpierw latał po polach i budził pastuszków-śpiochów. Potem podawał komunikat o Bożym Narodzeniu. Potem ogłosił, że na świecie zapanuje wielka radość. Może anioł pomylił się? O jakiej radości mówił, przecież Herod tupał nogami, żołnierze rzymscy wymachiwali dzidami, Matka Boska zmarznięta bez rękawiczek, marzła w nieopalanej stajence? Ale anioł nigdy się nie myli. Do tej pory co roku przeżywamy radość z okazji Bożego Narodzenia. Nawet pies, którego ciocia wzięła ze sobą na Wigilię, szczekał pod stołem: Ham, ham, ham, jaką radość teraz mam! Ham, ham, ham, nie jestem sam! Leżę pod stołem i liczę z podłogi, że każdy gość ma dwie duże nogi. Wciąż jakby ten sam anioł betlejemski biegał po świecie i wszystkim dzieciom przynosił pięknie ubrane choinki. HEROD Dlaczego krzywo patrzymy na króla Heroda? Przecież był taki przystojny, pięknie się ubierał. Widziałem go na obrazku. Miał czerwony płaszcz z ogonem na dwa metry, podbity białym futrem z czarnymi łapkami, spięty klamrą. Na klamrze wytłaczany wąż, zwinięty w trąbkę. Na głowie miał świecącą po ciemku koronę. Bransolety na rękach błyszczały jak zimne ognie. Na palcach miał tak kolorowe pierścionki, że chciałoby się pogłaskać każdy kolor. Na nogach trzewiki z miękkiej skóry krokodyla, szyte cienką zieloną nitką przez niewolnice. Siedział na tronie, na którym był wyrzeźbiony lew z kółkiem w pysku, jak na starej kanapie. Chodził po dywanie haftowanym w czarne koty. Jak rozkazywał, tak krzyczał i wrzeszczał, że lampa pod sufitem drżała, kieliszek na jajko dygotał w kredensie, a złota pszczoła przewracała się w powietrzu do góry brzuchem. Co się stało z królem Herodem? Umarł. Co się stało z jego koroną? Przepadła. Co się stało z jego płaszczem? Mole pocięły. Co się stało z dywanem? Myszy poszarpały i zrobiły dowcip, bo zjadły wyhaftowanego kota. Dlaczego po królu Herodzie wszystko przepadło? Bo on za życia nikogo nie kochał, jakby mu ktoś serce wysadził w powietrze i Herod miał po nim tylko dołek. Nie kochał ani mamusi, ani tatusia, a jeśli nawet kochał jakąś pannę, to drugą utopiłby w łyżce wody. Jedną pocałował, na drugą się wykrzywiał. Był tylko dla siebie, jakby sam siebie prowadził pod rękę. Nie kochał, nienawidził, złościł się i wygrażał. A co najgorsze krzywił się na małego Jezusa, bo bał się, że szybko urośnie i będzie od niego lepszym królem. Co po nim zostało? Nic, tylko wstyd, niedobre wspomnienie, plama. Do dziś każdemu trzęsie się ze smutku broda, kiedy wspomni króla Heroda STAJENKI W okresie Bożego Narodzenia w każdym kościele ustawiona jest stajenka. Co to jest stajenka? Mały domek, w którym nocują zwierzęta, na przykład osioł, wół, koń. Widziałem już różne stajenki. Jedna z nich nie była ani kwadratowa, ani prostokątna — była trochę podobna do nierównego koła jak dziupla. Kiedy robi się dziupla w drzewie? Wtedy, jak sęk wyskoczy z drzewa. Czasem zamieszka w niej wiewiórka, czasem wyfrunie z niej ptak, jak anioł. W tym drzewie był malutki pokoik. Na tle zielonej firanki siedziała Matka Boska w powłóczystym srebrzystym szalu, w złotej sukni i trzymała małego Pana Jezusa, a nad Nimi świeciła gwiazda. Gdzie są aniołowie? — Pomyślałem. — Pobiegli budzić pastuszków. Gdzie jest święty Józef? Poszedł po nowe siano do żłóbka, a może stoi na dworze i patrzy na gwiazdę, jak w telegraf, i depeszuje do Trzech Królów: — Przyjeżdżajcie! Gdzie jest wół? Pewno poszedł pospacerować, bo nawet na czterech nogach trudno jest długo ustać. A osiołek? Może wyszedł, żeby nogi wyprostować, tak jak żołnierz, który schodzi z warty i musi biegać tam i z powrotem, żeby nogi rozruszać? Powiedział: — Niedługo wrócę. — I na pewno niedługo powróci. Pamiętam też inną. Stajenka do stajenki podobna, więc też była w niej złota gwiazda, tak jakby ktoś połączył dwie obrączki, mamusi i tatusia, i pokazał wieczorem (bo złoto świeci, kiedy jest ciemno). W tej stajence były dwa osiołki. Jeden zaprosił drugiego, żeby było do pary. A jak są dwa osiołki, to mniejszy osiołek jest mądrzejszy, no bo jest mniejszy. Pamiętam też stajenkę ruchomą, w której wszystko się ruszało. Anioł ruszał skrzydłami, tak jak pan kościelny kluczami. Wszyscy szli w procesji: pastuszkowie jeden po drugim po kolei, Trzej Królowie, a każdy na koronie miał pierwszą literę imienia, żeby nie zapomnieć, jak się nazywają. Potem szli rozmaici ludzie: pan lekarz, pan dentysta, który leczy zęby, pan listonosz, który przynosi listy. Na samym końcu szedł piesek. TYLKO TY I PAN JEZUS Czasem w kościele stoi szopka, w której siedzi tylko Matka Boska z małym Jezusem. Sami w małym białym mieszkaniu. Co by się stało, gdyby z twojego mieszkania nagle wszyscy wyszli i zostałbyś sam na sam z twoją mamusią? Nie ma tatusia. Poszedł jak pracowity wół do pracy. Ciocia z samego rana pobiegła jak osiołek do biura, nawet nakręciła budzik, żeby nie zaspać. Siostra może poszła do ogrodu, żeby całować śnieg (bo jak śnieg spadnie na usta, to można go pocałować)? Jesteś w domu zupełnie sam, tylko z mamusią. Mamusia i ty. Co byś jej wtedy powiedział? Może byś się chwalił, że twój kolega dostał dwójkę, a ty piątkę? Może byś się skarżył, że za mało dostałeś pod choinkę? Może byś marudził? Może powiedziałbyś mamusi, kim chcesz być, jak dorośniesz? Może powiedziałbyś: — Mamusiu, przepraszam ciebie, bo przyszedł Nowy Rok, a ja po staremu jestem niedobry. Może powiedziałbyś mamusi, że ją kochasz? „Kocham” mówi się do lewego ucha, bo lewe ucho jest bliżej serca. A co by się stało, gdybyś nagle został tylko sam na sam z Panem Jezusem? Jezus i ty. Czy powiedziałbyś: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”? Czy powiedziałbyś pacierz Ojcze nasz? Stań przed szopką i pomyśl: co byś powiedziałbyś, gdybyś został tylko sam z mamusią, albo tylko z tatusiem, albo tylko z Panem Jezusem. PÓJDŹMY WSZYSCY DO STAJENKI Kogo widzimy w stajence betlejemskiej? Matkę Bożą, która złożyła do żłóbka małego Jezusa i przykryła Go sianem, żeby nie zmarzł. Matka Boża przeważnie stoi, bo w stajence nie ma krzesła (dlatego pewnie i święty Józef czasem wychodzi). Są jeszcze pastuszkowie. Kto to jest pastuszek? Chłopiec, który pilnuje owiec, krów. Trzeba pojechać na wakacje w lipcu i w sierpniu, żeby zobaczyć pastuszka. Uczono mnie kiedyś w szkole takiego wierszyka: Krowa idzie, pastuszek, co ją ogania od muszek. Kogo jeszcze widzimy w stajence? Trzech Króli. Każdy król przychodzi z podarunkiem. Pierwszy przynosi złoto. Każda mamusia i każdy tatuś mają po kawałku złota — obrączki, czyli złoto na rączki. Złoty skarb, znak miłości. W czasie ślubu tatuś całuje obrączkę mamusi, a mamusia całuje obrączkę tatusia. Drugi król przynosi kadzidło, zapachy. Nieraz w czasie wakacji pachnie zboże. Pięknie pachnie las. Jak sosna się skaleczy, sama się leczy i pokrywa się żywicą. Żywica pięknie pachnie, jak ją się potem pali w kościele. Trzeci król przynosi mirrę, lekarstwo, jakie pomaga po śmierci. Umarłego malowano tym lekarstwem i po śmierci nieżywy wyglądał zupełnie jak żywy. Z faraona została mumia, bo namaszczono go takim lekarstwem i on niby umarł, ale trochę nie umarł, bo nie rozsypał się w proch. Pewien chłopiec powiedział, że lepiej by było, gdyby przynieśli ropę naftową i zegarek kwarcowy, który liczy milcząc. Kogo brak w stajence? Nas: mnie, ciebie, kolegi, koleżanki. Każdy powinien być w stajence i pomodlić się do Pana Jezusa. Nie wciśniemy się w nią, ale możemy przed nią uklęknąć. opr. MK/PO Książka Spacer po Biblii autorstwa Twardowski Jan, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Serce za serce czyli co to znaczy kochać. W tomie tym CzytelnikCała moja wiara opiera się na Miłości, która dostrzega, że w każdym człowieku tkwi tęsknota za miłością – mówił ks. Jan Twardowski w 1997 roku. Agnieszka Kasprzak: Co Ksiądz myśli o swoich wierszach? Ks. Jan Twardowski: Jestem wzruszony, że ktoś je czyta. To mi pomaga. To jest wzruszające. Mam obecnie duże nakłady. To mnie przerosło. W świadomości wielu ludzi istnieje Ksiądz przede wszystkim jako poeta. Tymczasem słyszałam, że ponoć woli Ksiądz mówić o sobie „ksiądz piszący wiersze”. Na czym polega różnica? – To jest sprawa powołania. Jestem księdzem, który ma mówić o Bogu, sprawować sakramenty święte. Tak się jednak złożyło, że studiowałem polonistykę, naczytałem się wiele wierszy i pozostała mi wrażliwość na nie. To towarzyszy mojemu kapłaństwu. Wiersze mi nie przeszkadzały, raczej pomagały. Są ludzie, może nieliczni, ale wrażliwi na wiersze, do których nie trafia kazanie, homilia, dogmatyka, a właśnie trafi wiersz, który jest niedogmatyczny, niedydaktyczny; jest zapisem pewnego przeżycia. Są ludzie, do których nie trafia kazanie, homilia, dogmatyka, a trafi wiersz ks. Jan Twardowski Wiele lat temu dostałem do rąk świeżo wydany tomik swoich wierszy, jeszcze pachnący farbą drukarską. Jednocześnie zawołano mnie do chorego. Był jednym z tych niewierzących, do których gorliwi ściągają na siłę księdza. Kiedy przyszedłem, chciał mnie wyrzucić. Zacząłem się tłumaczyć, że jestem trochę poruszony, bo właśnie dostałem wydane swoje wiersze. Powiedział mi, że nie znosi wierszy, że nie są mu potrzebne. Niemal na siłę przeczytałem mu jeden wiersz, właśnie o kapłaństwie. Powiedział że to mu się nie podoba, brzmi jak katarynka, że są to częstochowskie wiersze. Ale jedna rzecz wydała mu się ciekawa, że ksiądz powiedział coś od siebie samego, to czego nie wyczytał w książkach. Nawiązała się rozmowa, która potem nasz kontakt podtrzymywała. A więc to kapłaństwo jest pierwszym powołaniem Księdza? – Na pewno tak. Powiedział Ksiądz kiedyś, że „wiersz jest poszukiwaniem kontaktu z drugim człowiekiem”. Co to oznacza? – Dlaczego człowiek pisze wiersze? Wierszy piszą tylko zawodowi literaci ani megalomani, którzy chcą pisać dla przyszłych pokoleń. Miałem ucznia, który chodził do szkoły zawodowej. Uciekał z języka polskiego, tak go nie znosił. Ale kiedy zakochał się, zaczął pisać wiersze. Chciał swojej ukochanej coś powiedzieć ładniejszym językiem. Wiersz tym różni się od prozy, czym różni się krok marszu od kroku tańca, jest próbą ładniejszego wypowiedzenia się. Jest potrzebą podzielenia się swoim wzruszeniem z drugim człowiekiem. Przypomina pisanie listu, pamiętnika. Jest próbą powiedzenia tego, co najbardziej osobiste. Gdyby miał Ksiądz określić swój sposób pisania, czy byłoby to tworzenie z potrzeby serca, wyrażenia tego, co jest w człowieku, czy raczej przekazania czegoś innym? – Na pewno z potrzeby serca. To jest szukanie przyjaciela, szukanie kogoś bliskiego. Wielu ludzi poznałem przez wiersze. A więc byłby to dialog, chociaż niekoniecznie na odległość? – To jest dialog na odległość, dialog z nieznanym przyjacielem, szukanie kogoś bliskiego. Można patrzeć na wiersz, jak na sztukę, ale nie pisałem wierszy dla sztuki. Zacząłem pisać w czasach stalinowskich, gdy nie było żadnej możliwości drukowania wierszy religijnych. Ten temat był w pełnie zakazany i nie zanosiło się na to, aby coś się mogło zmienić w krótkim czasie. Nie miałem najmniejszej nadziei na drukowanie i wydawanie wierszy. Pisałem dla kilku znajomych. Dzisiaj ma Ksiądz bardzo szeroki krąg czytelników. – Chociaż jestem starym człowiekiem, dopiero od roku 1980 znalazłem życzliwą atmosferę. Zaczęto mnie drukować, wznawiać. Mam niektóre dziewiąte, szóste wydania swoich wierszy. Mam czytelników, rozmawiamy w czasie spotkań. Najbardziej dziwi fakt, że są to przeważnie młodzi ludzie. Kiedyś powiedziałem, jakie to szczęście mieć sto lat i spotykać się w towarzystwie młodych ludzi. Wydaje mi się, że przez 40 lat w Polsce unikano tematu wiersza mówiącego o Bogu, ogołacano naszą kulturę z treści metafizycznych i dzisiaj, kiedy jest życzliwa atmosfera, słucha się najprostszych wierszy religijnych jako czegoś nowego. Pisano wiersze na cześć miasta, maszyn. Te wszystkie tematy są już dzisiaj „przemęczone”. Chciałabym wrócić jeszcze do warsztatu literackiego. Ksiądz często odżegnuje się od wszelkich naukowych teorii literackich. Ale czy kontakt z teorią literatury w czasie studiów polonistycznych naprawdę nie miał wpływu na twórczość Księdza? – Nie. Wiele się przewinęło nowych prądów literackich. Były pokolenia Grochowiaka, Herberta, Barańczaka. Byłem poza wszystkimi szkołami. Nie były mi potrzebne i tego nie żałuję. Ale czy fascynacja epoką baroku również nie wpłynęła na wiersze Księdza? – Tak, miała wpływ. Myślę, że nasza poezja w wieku XIX – bardzo wybitna poezja – służyła problematyce religijno-patriotycznej. Taka była sytuacja, że wiarą wspomagano sprawy narodowe. Mickiewicz pisał o Księdzu Robaku – dlatego o księdzu, że miał wywołać powstanie. W okresie baroku sprawa narodowa nie była tak aktualna. Pisano wiersze w poszukiwaniu Boga, wiary (Sęp-Szarzyński, Kochanowski). Przykładem poety religijnego jest król Dawid – najsłynniejszy poeta świata. Jego psalmy śpiewają na całym świecie, nie znając autora. Ciekawe, że jego poezja religijna była jednocześnie poezją miłosną. Adresatem jest tu nie kobieta, tylko Bóg. Kochać Boga można tylko przeżywając uczucia ludzkiej miłości. Ludzkiej miłości towarzyszy smutek, radość, rozpacz, tęsknota. Radość, że się ktoś odmienił, rozpacz, że porzucił, tęsknota, że go nie widzę. Takie przeżycia są bliskie psalmom Dawida. Myślę, że takiej poezji czysto religijnej jest mało. Ona mnie najbardziej interesuje. Poeci baroku byli również prawdziwymi mistrzami słowa – np. Jan Andrzej Morsztyn. Również współcześni twórcy twierdzą, że literatura to tylko ciężka praca. Czy Ksiądz wierzy w natchnienie’? – Natchnienie – może nie, ale jest jakaś potrzeba pisania. Jest coś takiego, jest jakiś Anioł Stróż. Ja mam dobrego Anioła Stróża. Modlę się do Anioła Stróża moich wierszy. Czy mogę zapytać, o co Ksiądz się do niego modli? – O opiekę nad moimi wierszami. Czy Ksiądz ma jakąś wizję poety, która byłaby Księdzu szczególnie bliska? – Przyjaciel człowieka, który z nim przeżywa życie. Wielu krytyków literackich pisze o Księdza wierszach. Co Ksiądz myśli o ich opiniach? – Napisałem w „Niecodzienniku”, że pewien profesor powiedział, że co napiszę, to jedni powiedzą bardzo dobre, inni – średnie, jeszcze inni – do niczego i wszystkie opinie będą słuszne. Ale bardzo cenne jest. że ktoś w ogóle o tym pisze. Zwraca moją uwagę na pewne rzeczy. Uważam, że autor powinien cenić sobie każdą krytykę. Jeżeli już jesteśmy przy interpretacji, to co Ksiądz myśli o poezji śpiewanej i o śpiewaniu wierszy Księdza? – To jest chyba bardzo stara tradycja, pochodząca jeszcze z Grecji, ułatwia odbiór wierszy. Wiersze Księdza są jednak łatwo odbierane nie tyle dzięki muzycznej interpretacji, ile dzięki miłości, która z nich przebija. Wydaje mi się, że jest to miłość rozumiana w dwóch wymiarach – z jednej strony jako miłość Chrystusowa, z drugiej – bardzo ludzka. – Cała moja wiara opiera się na Miłości, która dostrzega, że w każdym człowieku tkwi tęsknota za miłością. Każdy chce być szczęśliwy, a szczęście można spotkać, kiedy się kocha i jest się kochanym. Miłość nie ogranicza się tylko do miłości między młodą dziewczyną i chłopcem. Jest też miłość matki do dziecka, dziadka do wnuka. Umiera stary człowiek i bardziej cierpi z tego powodu, że córka go nie odwiedziła niż z powodu jakichś fizycznych dolegliwości. Tęsknota za miłością tkwi w człowieku do końca życia. Gdyby nie było życia po śmierci, człowiek byłby oszukany. Miłość, którą spotykamy w życiu, uczy miłości do Pana Boga. Człowiek spotyka się z Bogiem, który go ukochał, kochając ludzi. Cierpienie nie jest nieszczęściem, jest doświadczeniem, próbą wierności Bogu ks. Jan Twardowski Ktoś mógłby powiedzieć, że ksiądz-stary kawaler, a pisze o miłości. A tak jest dlatego, że to jest najważniejsze w życiu – tęsknota za Bogiem, której człowiek nie zaspokoi. To jest płomień, który tylko Bóg może ugasić. Pisząc o tej miłości, stara się Ksiądz unikać wielkich słów. Czy jest to zamierzone? – Wielkie słowa przeszkadzają w wierszu. Ważny jest szczegół. Na przykład – ptak to jest ogólnik. Nie wiadomo wtedy jaki ptak, jakie drzewo. Bardzo ważne jest nazywanie szczegółów. Do dzieci mówi się szczegółami. Ksiądz bardzo często pisze o „miłości zdjętej z krzyża”, miłości Chrystusa na Krzyżu. – Na krzyż patrzymy jak na znak cierpienia. To jest znak miłości. Bardziej ważne niż w jaki sposób Pan Jezus cierpiał, jest – dlaczego? Cierpiał, bo kochał ludzi. Matka siedząc przy chorym dziecku nie patrzy na siebie, nie myśli o tym czy sama cierpi, nie dosypia, męczy się. Miłość do dziecka jest większa niż jej zmęczenie. Cierpienie jest miarą jej miłości. Za mało się na to zwraca uwagę. Cierpienie nie jest nieszczęściem, jest doświadczeniem, próbą wierności Bogu. Po ludzku patrząc, Bogu. śmierć Jezusa była nonsensem. Zabijają człowieka młodego, niewinnego, na którego czekali trędowaci, chorzy. Jaki to ma sens? To cierpienie staje się potem Mszą Świętą, Odkupieniem, ratunkiem od rozpaczy, dlatego że Jezus jako człowiek zawierzył Bogu w pozornie beznadziejnej sprawie. To, czego pragnie Bóg, może nam się wydawać nonsensem, a później okazuje się, że ma sens. To jest wielki tajemnica wiary – jak mówimy w czasie Przeistoczenia. A czy Ksiądz miał takie osobiste doświadczenie Krzyża w swoim życiu? – Miałem, czasem spotykało mnie coś przykrego, czułem się pokrzywdzony, ale kiedy przyjąłem to jako doświadczenie od Boga, zmieniało się ono w coś dobrego. Aleksandrze Iwanowskiej zadedykował Ksiądz wiersz: „Nie płac w liście/ nie pisz, że los ciebie kopnął/ … odetchnij i popatrz/ spadają z obłoków / małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia/ a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju/ i zapomnij, że jesteś gdy mówisz, ze kochasz”. Czy taka miłość się nie zdezaktualizowała, czy nie jest za trudna dla współczesnego człowieka? – Jeśli ktoś się zakocha, to kocha po staroświecku. Ktoś jest postępowy, a gdy się zakocha, to aż w śmieszny sposób. Jest tęsknota za jakimś szczęściem. To znajduję w Bogu. To jest moja wiara. Inaczej byłbym oszukany przez moją Największą Tęsknotę. Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 2/1997
Koszykowej 20, w której urodził się Jan Twardowski. Maska pośmiertna i odlew prawej dłoni w mieszkaniu ks. Jana Twardowskiego przy klasztorze sióstr wizytek w Warszawie. Jan Jakub Twardowski (ur. 1 czerwca 1915 w Warszawie, zm. 18 stycznia 2006 tamże) – polski duchowny rzymskokatolicki, prałat honorowy Jego Świątobliwości, poetaŚrednia ocena: Głosów: 38 Średnia ocena: Głosów: 30 Średnia ocena: Głosów: 27 Średnia ocena: Głosów: 29 Średnia ocena: Głosów: 17 Średnia ocena: Głosów: 24 Średnia ocena: Głosów: 71 Średnia ocena: Głosów: 25 Średnia ocena: Głosów: 28 Średnia ocena: Głosów: 68 Średnia ocena: Głosów: 25 Średnia ocena: Głosów: 44 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 30 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 32 Średnia ocena: Głosów: 15 Średnia ocena: Głosów: 20 Średnia ocena: Głosów: 22 Średnia ocena: Głosów: 56 Średnia ocena: Głosów: 45 Średnia ocena: Głosów: 43 Średnia ocena: Głosów: 42 Średnia ocena: Głosów: 22 Średnia ocena: Głosów: 17 Średnia ocena: Głosów: 36 Średnia ocena: Głosów: 20 Średnia ocena: Głosów: 32 Średnia ocena: Głosów: 11 Średnia ocena: Głosów: 17 Średnia ocena: Głosów: 10 Średnia ocena: Głosów: 17 Średnia ocena: Głosów: 17 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 23 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 30 Średnia ocena: Głosów: 30 Średnia ocena: Głosów: 32 Średnia ocena: Głosów: 26 Średnia ocena: Głosów: 12 Średnia ocena: Głosów: 74 Średnia ocena: Głosów: 27 Średnia ocena: Głosów: 40 Średnia ocena: Głosów: 21 Średnia ocena: Głosów: 7 Średnia ocena: Głosów: 34 Książka Wszędy pełno Ciebie autorstwa Twardowski Jan, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Wiersze z szuflady. Serce za serce czyli co to znaczy kochać. Fot. Shannon Richards, Dzisiaj mija równo 100 lat od narodzin ks. Jana Twardowskiego. I choć nie ma go już z nami, to jego słowa wciąż pozostają tak samo prawdziwe i aktualne. To nie jest lektura na zabiegany poniedziałek – ale jeśli odetchniecie gdzieś między jednym zadaniem a drugim, a kawa z ekspresu nagle straci smak, wróćcie do tego wpisu. Bo od tych słów cieplej się robi na duszy i lżejszy wydaje się świat. Cytaty ks. Jana Twardowskiego ♦ ♦ ♦ Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieć ubaw do końca. ♦ ♦ ♦ Broniłem tak gorliwie Boga, że trzepnąłem w mordę człowieka. ♦ ♦ ♦ Czym jest zwątpienie? Myśleniem tylko o sobie. ♦ ♦ ♦ Gdy pamiętamy dobre, to złe staje się nieważne, jak groźny Herod stał się dzisiaj śmieszną kukiełką na patyku pokazywaną w szopce. ♦ ♦ ♦ I zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz. ♦ ♦ ♦ Jeśli jest noc, musi być dzień, jeśli łza – uśmiech. ♦ ♦ ♦ Jeżeli kochasz, czas zawsze odnajdziesz, nie mając nawet ani jednej chwili. ♦ ♦ ♦ Każde małżeństwo przypomina trzy zakony: na początku franciszkanów, radosnych, zapatrzonych w przyrodę; z czasem – mocnych w słowach i argumentowaniu dominikanów; po latach już tylko kamedułów, przestrzegających reguły milczenia. ♦ ♦ ♦ Kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno. ♦ ♦ ♦ Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił. ♦ ♦ ♦ Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic. ♦ ♦ ♦ Kochamy wciąż za mało i stale za późno. ♦ ♦ ♦ Komik jest największym dobroczyńcą ludzkości. ♦ ♦ ♦ Łatwiej upaść na głowę niż powstać z miłości. ♦ ♦ ♦ Małpa z małpą się kłóci, jeśli małpę kocha. ♦ ♦ ♦ Miłości się nie szuka, jest albo jej nie ma. ♦ ♦ ♦ Miłość to tak jak wieczność bez przed i potem. ♦ ♦ ♦ Miłość trzeba pielęgnować jak dziecko, aby się nie zaziębiła, nie zwariowała, nie wyleciała przez okno jak ptak. ♦ ♦ ♦ Można milczeć i milczeniem ranić kogoś. ♦ ♦ ♦ Można odejść na zawsze, by stale być blisko. ♦ ♦ ♦ Mówią, że najpiękniejszy uśmiech ma ten, który wiele wycierpiał. ♦ ♦ ♦ Musisz sam umieć cierpieć. Spotkać się z tym, co boli, sam na sam. ♦ ♦ ♦ Najpierw starzeje się ciało, potem umysł, na końcu serce. ♦ ♦ ♦ Nie bądź pewny, że masz czas, bo pewność niepewna. ♦ ♦ ♦ O cokolwiek zapytasz, trzepnie cię milczenie. Bogu nie stawia się pytań dlaczego. ♦ ♦ ♦ Piekło to po prostu życie bez sensu. ♦ ♦ ♦ Prawda, że trzeba dostać pałą, by wierzyć znowu. ♦ ♦ ♦ Serce to jeszcze za mało, żeby kochać. ♦ ♦ ♦ Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. ♦ ♦ ♦ To wszystko psu na budę bez miłości. ♦ ♦ ♦ Trudniej kochać bliźniego niż małego fiata. ♦ ♦ ♦ Uśmiech jest najprawdziwszym, kiedy jednocześnie uśmiechają się oczy. ♦ ♦ ♦ W życiu jest najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze. ♦ ♦ ♦ Wierzyć to znaczy ufać, kiedy cudów nie ma. ♦ ♦ ♦ Wydaje nam się nieraz, że jesteśmy samotni wtedy, kiedy odchodzą od nas ludzie. Tak naprawdę samotni jesteśmy wtedy, kiedy sami od ludzi odchodzimy. ♦ ♦ ♦ Za wielki Pan Bóg, żeby wejść do głowy. ♦ ♦ ♦ Żeby coś znaleźć, trzeba wiedzieć, czego się szuka. pomysł pierwszy, potem ja pomyślę -. i dziwili się, to tamten, to ten -. las się chwieje, Jakby stał na Wiśle. Mamy umrzeć czy żyć dalej - może wiesz -. rozważ pierwszy, potem ja rozważę -. a już wschodził powoli jak świt. odgłos dzwonów porannych na twarze. ks. Jan Twardowski.
Najobszerniejsza dotąd edycja wierszy ks. Jana Twardowskiego z lat 1937- 2000, w tym również niepublikowanych. Autor staje się duchowym przewodnikiem po Bożych tajemnicach, także po tej największej: "Czym jest miłość?" Zwraca uwagę na relacje - człowiek szuka człowieka, człowiek szuka Boga, ale i Bóg Miłość szuka człowieka.
Ksiądz Jan Twardowski to najbardziej znany i najbardziej uwielbiany współczesny polski poeta. Jednym z jego najbardziej znanych tomików wierszy jest „Tylko miłość się liczy.” Co to za wydawnictwo? Jakie wiersze Twardowskiego znaleźć można w książce „Tylko miłość się liczy”? Wiersze ks. Jana Twardowskiego Bogaty wybór wierszy Twardowskiego znaleźć można w księgarni internetowej Święty Wojciech. Przykładem może być wspomniany powyżej tomik „Tylko miłość się liczy.” Ta książka Twardowskiego o miłości była nominowana do „Bestsellerów Empiku” w latach 2013 i 2014 w kategorii „Poezja.” To niezwykle ciepła i mądra lektura na temat tego, jak dawać i przyjmować miłość. Poezja Twardowskiego odpowiada na pytania, takie jak: „Czym jest miłość”, „Skąd wiem, że Bóg mnie kocha? czy „Co w miłości jest najważniejsze?” Na uwagę zasługuje tutaj również piękna szata graficzna. To jednak nie jedyne wiersze Twardowskiego dostępne w asortymencie księgarni internetowej Święty Wojciech. Znaleźć można tutaj również rozmaite wiersze Twardowskiego dla dzieci, takie jak chociażby „Od ucha do ucha, czyli o uśmiechu i radości.” Książka ta odpowiada na wiele pytań związanych z radością, jak „Jak namówić smutną osobę, by się uśmiechnęła” czy „Czy do niemiłych ludzi trzeba się uśmiechać?” Dostępna jest ona w ozdobnej obwolucie komunijnej. Ks. Jan Twardowski Jaka jest biografia ks. Jana Twardowskiego? Urodził się on 1 czerwca 1915 roku w Warszawie. Był absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i żołnierzem Armii Krajowej. W 1947 Twardowski ukończył seminarium duchowne i został księdzem. Twórczość ks. Jana Twardowskiego obejmuje zbiory poezji, takie jak: „Wiesze”, „Znak ufności”, „Zeszyt w kratkę. Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi”, „Nie przyszedłem Pana nawracać. Wiersze 1939 — 85”, „Niecodziennik” czy „Nie martw się.” W swoich wierszach Twardowski opowiadał o Bogu, ludziach, przyrodzie oraz pochwale stworzenia. Bardzo często miały one charakter modlitwy. Dzieła Twardowskiego otrzymały szereg wyróżnień i były tłumaczone na wiele języków obcych. Jakie ciekawostki na temat ks. Jana Twardowskiego warto znać? Był on człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru. Garść zabawnych anegdotek z życia księdza znaleźć można w książce „Niecodziennik.” Twardowski nosił pseudonim Ksiądz Jan od Biedronki. To właśnie on jest autorem, kultowego już, cytatu „Spieszmy się kochać ludzi — tak szybko odchodzą.” Podobne wpisy: Trzeba umieć kochać a ona potrafiła. Mamo proszę pokaż jak ty to zrobiłaś. Dalej tłumacz dziecku co to znaczy kochać. [Chorus] Opowie kiedyś ci jak poznał waszą matkę. Miała włosy Wiara, jest dla mnie bardzo ważna, kiedy ona jest we mnie wszystko inne jest na swoim miejscu. Nawet kiedy jest źle, z NIM jest łatwiej, odnaleźć siebie, odnaleźć drugiego, znaleźć sens danej sytuacji i podnieść ciężar. Wiara w Boga, w lepszy świat, w to, że każdy z nas ma swoją misję tu na ziemi, że żyjemy po coś ale również wiara w ludzi, mimo czasów i wielu zawodów nieufna ale nadal tak silna. Nie jestem w tym trwaniu idealna, nie zawsze pamiętam, nie zawsze jest tak jak bym chciała. Czasem oddalam się niebezpiecznie, zdarza się. Co z wiary chciałabym przekazać od siebie dzieciom? To co najpiękniejsze, ufność, siłę, potęgę, znaczenie dialogu z Bogiem, dostrzeganie go w każdym cm sześciennym naszego codziennego życia. W obecnych czasach kiedy jesteśmy zabiegani a pęd i stres przejmuje kontrolę tak ciężko o tym pamiętać, a przecież jutra może nie być... Chcę, aby moje dzieci rozumiały wiarę i religię wewnętrznie, w sobie, duchowo, nie wkraczając na tym etapie zanadto w rytuały i "sztywne reguły". Jeżeli odnajdą GO w sobie, zrozumieją i odkryją poczują tą moc i przyjmą bezwzględnie z czysto dziecięcą otwartością i bezinteresownością tego jestem pewna, że WIARA rozgości się w ich serduszkach na długo i nie tak łatwo będzie ją stamtąd wykorzenić. Książki Wydawnictwa Święty Wojciech, które Wam dziś chciałabym pokazać, to teksty ks. Jana Twardowskiego zebrane i rozdzielone tak aby tworzyły spójną całość w wybranym temacie. Dzisiejsze lektury są bardzo wciągające i przybliżają dzieci oraz nas dorosłych do Boga. Nie tego abstrakcyjnego i odległego tylko tego kochającego, chcącego dać nam to co najlepsze i to co najpiękniejsze, tego wspaniałego tatusia z nieba. Takiego Boga z back stage, takiego którego można pokochać i z którym się chce zaprzyjaźnić. Ksiądz Twardowski napisał moc treści kierowanych ku dzieciom małym i tym tak bardzo dużym "że aż siwym". Ja zdecydowanie czerpię z tej lektury pełnymi garściami i nie mam dość, nawet kiedy dzieci usną w połowie opowiadania, czytam dalej bo nie umiem przestać. Znajdziecie tu treści dłuższe i krótsze, lekkie jak piórko i takie które przyniosą zadumę i Was samych skłonią do wejrzenia w głąb siebie, do refleksji. Lektura jest wspaniałym podkładem do prowadzenia dalszych rozmów z dziećmi. Jeżeli chcecie pokazać maluchom wiarę w życiu, w codzienności, w rzeczach zwykłych, bliskich i takich tu i teraz musicie mieć te książki. Jeśli szukacie książek o empatii, o szacunku do otaczającego świata, o miłosierdziu - nasyconych po czubeczek każdej kartki pozytywną energią i mądrym przekazem niesamowitej osobowości jak był Ksiądz Twardowski - to nie zastanawiajcie się ani chwili. Opowiadania wypełnione są od pierwszej do ostatniej stronicy przemyśleniami i okruszynami dobra, miłości i serdeczności. Dużo tu słów i pytań które trafiają w samo sedno i krok po kroku doprowadzają nas do prawdy a to wszystko z optymizmem i niezwykłym poczuciem humoru. Po przeczytaniu tych publikacji bardzo mi żal, że nigdy nie mogłam wysłuchać na żywo i spotkać tak wspaniałego człowieka. ,,Rodzina to grupa najbliższych sobie ludzi, którzy się kochają, żyją pod jednym dachem, razem jedzą śniadania, obiady, kolacje. Ktoś powiedział, że kochać-to znaczy tylko radować się, skakać, rzucać się komuś na szyję, kochać-to nigdy nie płakać, kochać-to być zawsze pobłażliwym, dobrym, łagodnym, kochać-to nigdy się nie kłócić. Tymczasem można kochać i smucić się, można kochać i płakać, można kochać i być surowym, można kochać i czasem się kłócić." Ta książka to hołd miłości. Miłości nie tylko tej lekkiej i przyjemnej ale także tej trudnej, złożonej. Miłości we wszystkich jej obliczach i odcieniach. Na temat miłości napisano dziesiątki książek, tekstów, wierszy, poematów i pieśni. Na temat miłości można zadać setki, tysiące a nawet miliony pytań. Co to jest miłość? I dlaczego jest taka ważna, może najważniejsza? Dlaczego Pan Bóg stworzył rodzinę? Kiedy miłość jest naprawdę, a kiedy na niby? Jak się przekonać, czy umiem kochać? Co to znaczy: kochać bliźniego, albo kochać się wzajemnie? Jak kochać Pana Boga i jak On kocha nas? Szukając odpowiedzi, ks. Twardowski podkreślał, że najważniejsze, by we wszystkim kierować się zasadą, której uczy Ewangelia: nie oko za oko, nie ząb za ząb, lecz serce za serce. Teksty pochodzą z lat 1915-2006, niektóre już były publikowane w innych książkach autora, ale dwadzieścia trzy teksty są nowe i pochodzą z homilii dla dzieci wygłoszonych przez Twardowskiego w kościele pw. Świętego Józefa Oblubieńca w Warszawie w latach 1964-2001. Mamy tu prawdziwe bogactwo literackie są dłuższe historie i króciutkie opowiastki, proza ale i wiersze a nawet rymowanki i wyliczanki. To zbiór niezwykłych treści, pięknie wydanych i zilustrowanych. Doskonała książka na prezent dla każdego. Serce to niezwykła skarbnica miłości, przyjaźni dobroci oraz pamięci. Mieści tak wiele uczuć i to tak rozmaitych. Każdy z nas kocha i w dodatku na wiele sposobów. Inaczej kochamy rodziców a inaczej dzieci, inaczej zwierzęta a inaczej przyjaciół, jeszcze inaczej rzeczy a zupełnie inaczej samego Boga. Ksiądz pokazuje nam znaczenie miłości i podpowiada jak ja okazywać. Czasem pomimo trudów, kłopotów a nawet nieszczęść. To również książka o miłości do siebie, rozumianej jako szacunek do własnej osoby. To lektura o szacunku, akceptacji, wyborach, rodzinie, małżeństwie oraz wierze. Książka wyjątkowa. Lektura napisana i stworzona w podobny sposób jak powyższa publikacja. Tym razem z ks. Janem Twardowskim będziemy odkrywać: Co to jest rodzina? Czy pies też do niej należy? Czy można kochać i smucić się? Czy można kochać i być surowym? Czy można kochać i czasem się kłócić? Kim jest mamusia? Czy pochwaliłeś kiedyś swoją mamusię? Czy wiesz, że mamusia ma cudowne oczy? Pomyśl, jaki jesteś wobec swojego tatusia? Czy myślisz o nim? Czy modlisz się za niego? Czy babcia jest królową? Kiedy dom rodzinny jest miłością? Te i wiele innych pytań, zostanie tu postawionych a odpowiedzi na nie będą tym pełniejsze, że rodzina to jeden z ulubionych tematów autora. Książka ukazała się z okazji 120-lecia Wydawnictwa Świętego Wojciecha. Antologia zawiera teksty pochodzące z książek księdza dla dzieci oraz pierwodruki, których źródłem są homilie dla dzieci wygłaszane w kościele pw. Świętego Józefa Oblubieńca Warszawie. Wiersze i teksty pokazują istotę rodziny, jej znaczenie, powody dla których jest ona silną podstawą dla każdego z nas. To tu kształtuje się młody człowiek, tu się uczy wartości, tu czerpie miłość i szacunek do drugiego, tu wreszcie jest wychowywany i odkrywa co dobre a co złe. Każda rodzina jest inna, podobnie jak każdy z nas. A nawet każdy z nas choć taki sam i kocha tak samo to bywa rożny w różnych sytuacjach. Autor ukazuje jak ważny w rodzinie jest każdy z jej członków mamusia, tatuś, babcia, dziadek, dzieci i wszyscy inni. Książka też dotyka trudnego tematu, śmierci bliskich. Trudnego ale takiego za razem, którego nie wolno ominąć. Bo prędzej czy później dotyczył będzie każdego a dzieci też maja prawo wiedzieć, rozumieć, Twardowski nie budząc leku opisuje to wszystko co śmierć ze sobą niesie. Samotność, tęsknotę i czekaniu na ponowne spotkanie. Jest też cały rozdział poświęcony przeżywaniu w rodzinie różnych świąt jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, nie zapominając o najważniejszych w życiu każdego chrześcijanina sakramentach chrzcie, pierwszej komunii świętej czy ślubie. Autor podkreśla też wagę małżeństwa i pokazuje różne modele rodziny. Bardzo potrzebna w każdej rodzinie Bogiem silnej publikacja. Tym razem książka zabierze nas,w niezwykła podróż po całym roku, spędzimy z ks. Twardowskim 12 miesięcy, od stycznia aż po grudzień. Książka pomoże nam lepiej zrozumieć rozmaite święta, okazje i rocznice jakie obchodzimy w przeciągu roku. Pomoże nam też się na nie lepiej przygotować, zwłaszcza w wymiarze duchowym. To z kolei pozwoli nam je głębiej i pełniej przeżyć, nie skupiając się tylko powierzchownie na tym co zewnętrzne ale dochodząc do sedna i meritum każdej uroczystości. Prawda jest taka, że czasem w pędzie życia zapominamy o tym i to co najważniejsze nam przecieka między palcami. Cześć tekstów dobrze zapewne już znacie, lecz część jest tu publikowana po raz pierwszy. Jednak wszystkie są pięknie poukładane i posegregowane odnosząc się do konkretnego czasu na przestrzeni roku. Teksty uczą wrażliwości i dobroci stanowiąc serdeczną i życzliwą lekcje dla każdego, małego czy dużego. Tak aby młody czy stary potrafił dopiąć wszystko na ostatni guzik. Dla przykładu przedstawię miesiąc styczeń w którym odnajdziemy takie okazje i święta jak: 1 stycznia. Nowy Rok, Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Mari, Światowy Dzień Modlitwy o Pokój 6 stycznia. Objawienie Pańskie (Trzech Króli) Niedziela Chrztu Pańskiego 18 stycznia. Rocznica śmierci ks. Jana Twardowskiego (2006) Tydzień powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan 21 stycznia. Dzień Babci 22 stycznia. Dzień Dziadka Ferie zimowe Publikacja zawiera aż 120 tekstów, w tym 51 dotąd nie publikowanych. Książka zawiera Nihil Obstat i Imprimatur. Doskonały przewodnik. Jestem pewna że takie publikacje same siebie reklamują najlepiej, nie trzeba ich polecać ani zachęcać do ich kupowania. Ja musiałam je mieć w domu a na oku mam kolejne dwa tytuły. Książki bezcenne i jedyne w swoim rodzaju, ze względu na zawartość i wartość a przy okazji cudownie wydane i zilustrowane, czego można chcieć więcej? Niczego, teraz tylko wystarczy siąść i czytać, czytać czytać :)Wiele jest rodzajów miłości. Wiele pytań o miłość można postawić. Stawiał je również – sobie, swoim czytelnikom i swoim słuchaczom – Ksiądz Twardowski. Szukając odpowiedzi, podkreślał, że najważniejsze, by we wszystkim kierować się zasadą, której uczy Ewangelia: nie oko za oko, nie ząb za ząb, lecz serce za serceAutorem opracowania jest: Paulina Słoma. Poezja, którą tworzył ksiądz Jan Twardowski, charakteryzuje się pogodnym przedstawieniem poczucia głębokiej religijności. Jego wiersze są pogodne, przepełnione humorem i ciepłem. Jeden z najpopularniejszych utworów Jana Twardowskiego „Śpieszmy się kochać ludzi”, mieści w sobie wszystkie te treściŚpieszmy się - analiza utworuŚpieszmy się - interpretacja wiersza Wiersz składa się z czterech strof o nieregularnej budowie – pierwsza liczy siedem wersów, druga dziewięć, trzecia zaledwie dwa wersy, a ostatnia cztery. Utwór nie posiada rymów, zawiera jednak widoczną średniówkę po siódmej sylabie. Całość spisana jest trzynastozgłoskowcem. W warstwie stylistycznej utworu odnaleźć można epitety i porównania („to, co nieważne jak krowa się wlecze”, „jak drozd milkną w lipcu”). Wiele z wersów nosi w sobie ślady paradoksu („pewność niepewna”). Poezja Jana Twardowskiego należy do tego typu twórczości, z której wiele wersów przeniknęło do języka potocznego i zaczęło spełniać formę aforyzmów. Aforyzm jest to zwięzła myśl, która mimo swojej prostej formy posiada bardzo bogate przesłanie. Jest najczęściej jednozdaniowa, ale w jej treści mieści się przekaz o dużej wartości egzystencjalnej lub moralnej. W przypadku wiersza Jana Twardowskiego aforyzmem takim jest „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Utwór jest wierszem elegijnym, liryką inwokacyjną. Podmiot liryczny przekazuje pewne prawdy o świecie w imieniu wszystkich ludzi „śpieszmy się” – w tej formie w sposób bezpośredni zwraca się do adresata („nie bądź pewny”). Zmniejszony jest więc dystans pomiędzy nadawcą i odbiorcą, dzięki temu cały utwór pozbawiony jest patosu. Śpieszmy się - interpretacja wiersza Każda myśl, którą stara się przekazać podmiot liryczny, rozdzielona jest na kilka wersów – dzięki temu najważniejszego przesłania utworu można poszukiwać nie w zakończeniu lub początku, a poszczególnych fragmentach wiersza. Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy Pierwsze dwa wersy są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych fragmentów we współczesnej poezji. Za sprawą równoczesnej prostoty i głębi przekazu fraza zakorzeniła się w świadomości odbiorców i jest przez nich często stosowana w sytuacjach codziennych. Wersy – w naturalny sposób – traktują o przemijaniu. Człowiek nie może spodziewać się śmierci, jej nadejście bardzo często jest nagłe. Fakt ten obrazuje drugi wers – po osobie zmarłej pozostać może głuchy telefon (a zatem nie będzie odbierała telefonów, nie będzie można się z nią skontaktować) oraz buty, już nieużywane. Kolejne dwa wersy również odnoszą się do przemijania i czasu: tylko to co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje Podmiot liryczny informuje, że wszystkie rzeczy nieistotne dla człowieka często są rozciągnięte w czasie – porównuje je do wolnego kroku krowy – najważniejsze natomiast, jak życie, postępują bardzo szybko. Nagły upływ czasu wiąże się z pustką po niespodziewanym odejściu bliskiej osoby. Szereg skojarzeń, jakimi posłużyła się osoba mówiąca w wierszu, ukazuje jej charakter: potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego. Wersy te mówią o żalu, poczuciu pustki po stracie i stopniowym uświadamianiu sobie braku drugiego człowieka. Cisza, która w innych warunkach traktowana mogłaby być jako coś normalnego, w takich momentach staje się trudna i męcząca. W trzeciej strofie podmiot liryczny po raz kolejny odnosi się do braku pewności o momencie śmierci i przestrzega, by pamiętać o jej niespodziewanym nadejściu: Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna Śmierć człowieka porównuje do milknącego drozda, dźwięku lub ukłonu oddanego bez przekonania. Nie snuje zatem wizji pełnych smutku – zwraca jedynie uwagę na niespodziewany wymiar śmierci. Podmiot liryczny zwraca również uwagę, że przez to, że człowiek w codziennej egzystencji nie myśli o śmierci, bardzo często zostaje przez nią zaskoczony nim zdąży zbliżyć się do innego człowieka. Wówczas uświadamia sobie, że zwlekanie doprowadzić może do tego, że na pojednanie zabraknie czasu: kochamy wciąż za mało i stale za późno Za sprawą tych zabiegów utwór, choć traktujący o śmierci, zamienia się w wiersz o miłości do ludzi. Charakterystyczną cechą twórczości Twardowskiego jest przekazywanie ważnych prawd w sposób pełen empatii i ciepła. Wiersz nie jest utrzymany w nastroju posępnym czy smutnym – bije z niego pogodna nostalgia. Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza. Pierwszy wers ostatniej strofy jest powtórzeniem strofy pierwszej. Główne przesłanie utworu wybrzmiewa dzięki temu zabiegowi podwójnie. Miłość i poczucie życzliwości do świata i innych ludzi nakazuje podmiotowi lirycznemu jeszcze raz zwrócić uwagę na to, że wzajemna serdeczność jest bardzo istotna. Człowiek uświadamia sobie ten fakt dopiero, gdy już zabraknie mu czasu – dla osoby mówiącej w utworze ważne jest, by świadomość tych prawd towarzyszyła ludziom przez całe życie. Czytaj dalej: Nie rozdzielaj interpretacja Ostatnia aktualizacja: 2020-11-19 12:44:46 Cierpienie, przemijanie, odejście. Godzimy się na nie z trudem, ponieważ ich nie rozumiemy. Ksiądz Jan Twardowski pokazuje, że wprawdzie doświadczenia te są niezrozumiałe, nie są jednak wymierzone przeciwko nam. Cierpienie rozumiał jako zadanie do wykonania. Przemijanie i starość – jako okazje ożywienia świadomości dziecka Bożego. Więcej wierszy na temat: Miłość « poprzedni następny » Kocham Cię, gdy patrzysz na mnie z pogardą kocham, choć wtedy myślę, że nie warto... Kocham Cię, gdy mnie okłamujesz i z wyrachowaniem cos po cichu knujesz Kocham Cię, kiedy mnie zwodzisz mówisz "nie mam czasu" i poprostu odchodzisz Kocham Cię, gdy na SMS-a nie odpisujesz pewnie Ci sie nie chce i mnie ignorujesz Kocham Cie, gdy się ze mnie nabijasz gdy razem z kimś u mnie sobie nawywijasz Kocham Cię, gdy nie chce Ci się mnie odwiedzić mam nadzieję, że wtedy tylko bredzisz Kocham Cię, gdyrobisz coś wbrew mojej woli KOCHAM CIĘ choć to w tych chwilach boli.... WIDZISZ?! KOCHAM CIĘ ZAWSZE!!!:* Dodano: 2007-01-07 21:20:58 Ten wiersz przeczytano 389 razy Oddanych głosów: 4 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni następny » Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej » QMWr98.